niedziela, 31 grudnia 2017

31 grudnia 2017 [42+157]


Na zakończenie roku wypada zrobić małe podsumowanie.
Sam grudzień był bardzo intensywny – klienci chcieli pozamykać zaległe tematy, a nowych nie brakowało więc się działo.
Na Święta nie wyjechaliśmy, bo Mąż się tydzień wcześnie rozchorował, po raz pierwszy z wysoką gorączką i mógłby zarazić znajomego, który po Nowym Roku zaczyna chemio- i radioterapię.
Wigilię spędziliśmy tylko we dwójkę – po raz pierwszy w naszym domu, a mieszkamy tu ponad 10 lat. Do tej pory albo ktoś był u nas, albo my gdzieś szliśmy. Mamy odwiedziliśmy po kolacji wigilijnej.
W pierwszy dzień Świąt zaprosili nas na kawę sąsiedzi – zeszło się do 24. W drugi dzień H. i W – też zeszło się do 24. A przedpołudnia spędzaliśmy wylegując się w łóżku z książką.
Dni do Sylwestra minęły szybko. Planowałam nadrobić wszystkie zaległości, a zamknęłam tylko kilka  z nich.  Tak jest zawsze -  wydaje się, ze czasu jest dużo, a potem ten czas upływa nie wiadomo kiedy.
Sylwester robimy u nas z najbliższym gronem sąsiadów. W ciągu roku nie za bardzo było kiedy się spotkać więc razem przywitamy Nowy Rok.
Cztery świece czekają na zapalenie: biała dla zdrowia, czerwona na dobre małżeństwo, zielona dla bogactwa i srebrna dla ogólnej pomyślności . Do tego życzenie „Quod bonum felix faustum fortunatumque sit” ; co w wolnym przekładzie znaczy "niech ten rok będzie ku dobru, szczęściu i pomyślności". Będę to robić po raz pierwszy zainspirowania przez Hannęmarię.
Świece muszą być nowe , nie zapalane wcześniej , muszą się albo same wypalić do końca , a jeśli chcesz je zgasić przed wypaleniem to nigdy przez zdmuchnięcie , ogień trzeba zdusić palcami albo drugim końcem łyżeczki lub czymś podobnym. Warto obserwować płomień: jeśli palą się równym spokojnym płomieniem bez odchylania się, strzelania, zmian kolorów i migotań to bardzo dobrze wróży. Różne zawirowania płomieni też mają swoje znaczenie , nie koniecznie negatywne , ale to już jest wyższa szkoła magii .
Przejrzałam wpisy z 2017 roku, żeby przypomnieć sobie co się działo w tym roku. Na PLUS: na pewno  udana operacja kolana i brak innych chorób w rodzinie; potem kupno mieszkania, nowe meble w salonie, nowy taras i samochód. Na MINUS: trudna sytuacja ze Szwagierką, brak decyzji z mojej strony co do zmiany pracy.





Na NOWY ROK nie robię szczególnych planów poza zmianą pracy i rozpoczęciem medytacji.



niedziela, 3 grudnia 2017

3 grudnia 2017 [42+130]

Poprzedni weekend spędziliśmy u H. i W. Było jak zwykle intensywnie, ale bardzo fajnie. Zaczęliśmy od zabawy w Escape room, potem pogaduchy i kolacja. Przed północą krótki spacer, a po nim gra planszowa dla dorosłych. Zeszło nam do 3 rano. W niedzielę chodziłam na wstecznym!


Tydzień w pracy minął szybko i intensywnie. Weekend zaczęliśmy intensywnie, bo od wizyty w kinie, gdzie do 23:30 oglądaliśmy kontynuację "Łowcy androidów".  Sobotę spędziliśmy w domu - zaczęłam pieczenie ciastek na święta. Niedzielę też upłynęła nam w domu na różnych czynnościach. Po obiedzie poszliśmy na spacer -  otoczenie zachęca do spacerów: jest biało, niewielki mróz.
Młoda w końcu poszła na widowisko na lodzie i z tego, co do nas dociera to jest bardzo zadowolona.



środa, 22 listopada 2017

22 listopada 2017 [42+118]


W sobotę wróciłam do pieczenia chleba. Miałam też wielką ochotę upiec jakieś ciasteczka. Znalazłam przepis na ciasteczka maślane w jednej z książek Agnieszki Maciąg. Jak zwykle przepis prosty, a efekt bardzo smaczny.

Na obiad wypróbowałam przepis na spaghetti z avocado -  wyszło pyszne. A do tego zdrowe.

Na niedzielny obiad postanowiliśmy ugotować gulasz po burgundzku, na który przepis dostaliśmy od J. Potrawę gotuje się dzień przed podaniem, bo wołowina musi poleżeć w winie całą noc, a na drugi dzień dodaje się zasmażkę i można jeść. Poza tym przepis jest prosty, mięsko na bardzo wolnym ogniu gotuje się 2, 5 godziny. Chyba jeszcze nigdy nie jadłam tak miękkiej wołowiny – mięso samo rozpuszcza się z ustach. To jest potrawa idealna na imprezy.

W niedzielę świętowaliśmy z Teściową i jej przyjacielem jej urodziny, które są dziś. Najpierw „List do M3”, potem kawa i ciasto. Do tego zamówiliśmy węgierskie wino TOKAJ, które okazało się znakomite. Film warto zobaczyć: jest i śmiesznie, i wzruszająco. Ale wychodzi się z kina w dobrym nastroju i o to chodzi. Pan A. okazał się interesującym, mądrym mężczyzną, z którym jest o czym rozmawiać. Czas upłynął nam bardzo szybko. Zapach perfum spodobał się Teściowej.

W poniedziałek i wtorek Mąż zawoził mnie do pracy, bo miałam szkolenie i chciałam być na nim obecna. Poza tym z chęcią wyszłam z domu. Teraz dwa dni pracy w domu, a w piątek znowu będę pracować z biura.

Szwagierka ( i chyba jej Mąż) wystawiają sobie najgorsze świadectwo. W niedzielę będąc u Teściowej i widząc Pana A. nie powiedzieli Dzień dobry wchodząc, a jak Pan A. podał im rękę na powitanie to się ona odwróciła w drugą stronę. Bardzo to smutne, bo to już jest po prostu brak kultury. A Teściowej tłumaczyła potem, że przecież Teść całe życie ciężko pracował na wszystko, a teraz może to przepaść. I tak jest od lat -  ciągle czekają na spadek po teściach. A Pan A. – tak jak Teść -  ma wysoką emeryturę jako były górnik. Nie wiem, ile tego majątku jest (poza mieszkaniem wykupionym przez teściów na własność), ale spodziewam się, że na końcu i tak będzie tego za mało, albo w końcu będą mieć ten majątek, ale zobaczą, że nie ma ważniejszych rzeczy: rodziców, być może nadal nie będzie relacji z bratem, dobrych relacji z córką. Czas pokaże.

Wczoraj też pojechaliśmy z Teściową odebrać telefon z serwisu i cały wieczór pomagaliśmy jej go konfigurować. Mąż zmienił Teściowej hasła do banku i emaila, bo mamy prawie pewność, że Szwagierka próbowała logować się do banku Teściowej, gdy ta była w kościele, a Szwagierka przyniosła jakąś kurtkę małej do zszycia. Niestety Teściowa zostawiła notes w którym sobie zanotowała loginy i hasła obok komputera. Trochę kusiła los.

 

sobota, 18 listopada 2017

18 listopada 2017 [42+114]


We wtorek Mąż odwiózł mnie wieczorem do mamy i zostałam u niej do wczoraj. W tym czasie Mąż kończył po pracy zaległą robotę z ogrodzie.

Noga wygląda coraz lepiej, włączamy nowe ćwiczenia. Przez te 3 tygodnie chodzenia w stabilizatorze moja noga i mózg zapomnieli o prawidłowych chodzeniu. Teraz muszę się bardzo pilnować, żeby prawidłowo chodzić na tej nodze, a nie ciągnąć jej za sobą. A to tylko 3 tygodnie !

Pobyt u mamy był trochę jak wakacje: obiadek ugotowany i podany, zakupy zrobione. Ale nie mogę zbyt długo u mamy być, bo przytyję. Jednego wieczoru obejrzałyśmy na VOD „Most szpiegów” z Tomem Hanksem. Trochę wolno rozwijała się akcja i przez pierwsza połowę filmu nie było wiadomo dokąd film zmierza. Ja wiedziałam, bo na Moście Szpiegów w Poczdamie byłam i przewodnik opowiadał nam o historii, który była inspiracją dla tego filmu.

Zaczęłam czytać „Hardą” Elżbiety Cherezińskiej -  wciągnęło mnie od pierwszej strony. A wszystko przez fragment rozmowy, która miałam okazje jakiś czas temu usłyszeć w radiu. W tej rozmowie pisarka mówiła o swojej nowej książce i nazywała Władysława Łokietka „Władziem”. Bardzo  mi się to spodobało.

Kupiliśmy bilety na widowisko „Dinsey on Ice”  dla chrześnicy+ 1 osoba dorosła, ale zorganizowałam to tak, że wszystko szło przez Teściowej emaila, bilety przyjdą pocztą. Nie było już miejsc obok siebie więc kupiliśmy miejsca jedno za drugim. Niestety Szwagierka się domyśliła, że to my i od razu była na nie. Do tego zrobił się szum o miejsca, bo organizator widowiska ma zupełnie inny opis sektorów i miejsc niż standardowo jest w Spodku. A wygląda jakbyśmy kupili miejsca na początku i na końcu sektora. I stąd to zamieszanie. Normalnie wystarczyłoby zadzwonić i dopytać, ale w sytuacji „wojny” zadziałał schemat, który ma każdy z nas -  domniemanie złych intencji osoby, której nie ufamy/nie lubimy. Zobaczymy, jak się ostatecznie skończy. Najwyżej dam komuś obcemu.

Z okazji urodzin kupiliśmy jeszcze Teściowej perfumy. Ja nie jestem tu ekspertem, a nie mam teraz możliwości podjechać do perfumerii, więc przeprowadziliśmy szybką konsultację z J., który jest tu ekspertem i zamówiłam przez Internet. Przesyłka dotarła wczoraj. Zapach jest dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam: delikatny i elegancji. Od razu skojarzył mi się  z królową brytyjską.

wtorek, 14 listopada 2017

[42+109] wtorek


Pierwsze rehabilitacje za mną. Na 3 dni wróciłam do mamy i od niej dojeżdżałam do fizjoterapeuty taksówką. Tak jest taniej. Z mojej wsi kosztowałoby podwójnie. Za fizjoterapie płacę sama, bo NFZ oferuje mi ją za pół roku, gdzie najważniejsze są 3 miesiące po operacji. Już teraz widzę jak pewne nawyki po operacji się utrwaliły i pracujemy nad ich wyeliminowaniem. W tym tygodniu trochę się najeździmy: wieczorem Mąż zawozi mnie wieczorem do mamy, a na drugi dzień odbiera bezpośrednio od fizjoterapeuty.

Szwy ściągnięte w czwartek, kule i stabilizator poszły w odstawkę. Teraz widać, jak ciało stosuje różne kompensacje, żeby zbytnio się nie męczyć. A ja uczę się chodzić prawidłowo.

Weekend mieliśmy świąteczny -  odwiedziliśmy Targi Książki w Katowicach. Byliśmy na spotkaniu z Katarzyną Bondą, prof. Bralczykiem ( w sobotę) oraz Robertem Biedroniem i Katarzyna Pakosińską ( w niedzielę). Praca pisarza – o ile nie jest to prosty romans -  wymaga wielu przygotowań, analiz i uważności na otaczający świat. Pani Bonda jak zwykle w wyrazistej sukience i czerwonych szpilkach. Ostatnia część serii „Czerwony pająk”, która ukaże się z 2018 roku -  czekam z niecierpliwością. Prof. Bralczyk to niezwykły erudyta, w zasadzie na temat każdego słowa, które wypowiedział prowadzący spotkanie miał coś interesującego do powiedzenia. Biedroń bardzo naturalny i szczery, padło dużo na temat sytuacji kobiet w świecie rządzonym przez mężczyzn. Nie były to ogólne hasła, ale prozaiczne rzeczy np. projektowanie chodników tak, żeby łatwiej chodziło się z szpilkach i prowadziło wózek. Była mowa o braniu spraw w swoje ręce bez czekania władze lokalne; przecież prezydent/burmistrz nie są wstanie zaspokoić potrzeb wszystkich mieszkańców, bo ich nie znają. Pani Pakosińska  - jak zwykle pięknie uśmiechnięta -  równie pięknie mówiąc o swoich książkach mówiła o relacji z córką, a na koniec  - na prośbę czytelnika- zaśpiewała. Nasza biblioteczka wzbogaciła się o kilka książek do przeczytania. Jeśli w przyszłym roku impreza się powtórzy to na pewno chciałabym tam być.

Wróciłam od poniedziałku do pracy –póki co pracuję z domu, bo nie jeżdżę samochodem.

Zaprosiliśmy Teściową do kina i na kawę z okazji urodzin w najbliższą niedzielę. Okazało się, że przyjaciel Teściowej Pan A. chciałby nas poznać. Zmienił zdanie po ostatnim spotkaniu ze Szwagierką, która podobno pokazała się ze swojej najgorszej strony, niestety.

poniedziałek, 6 listopada 2017

[42+101] weekendowo


O 8:15 dostałam SMS od Męża, że wyjeżdża do domu. Myślałam, że ok. godz.9 się ogarnie po imprezie z kolegami z technikum. No to też wyszłam z łóżka i zaczęłam ranek. Dałam radę pozmywać naczynia:-) i Mąż już był. Kawa, małe śniadanie i pojechaliśmy do centrum handlowego po przesyłkę z paczkomatu i na zakupu odzieżowe Męża. Ale to był tylko pretekst -  ruszyliśmy się z domu, bo ja chciałam się przejechać ( póki co jako pasażer) naszym nowym samochodem. Wypad udany: Mąż uzupełnił garderobę, ja upatrzyłam sobie kurtkę na zimę – tylko nie było mojego rozmiaru więc zamówiłam w sklepie internetowym z dostawą do sklepu w centrum handlowym. Kurtka wg mnie trochę za droga, ale w innych sklepach nie było nic ładnego, co miałoby jakiś wygląd. Zobaczymy, czy kurtka posłuży mi dłużej niż dwie zimy.
Resztę dnia spędziliśmy w domu. Wieczorem nadrabialiśmy zaległości w klasyce kina  -  oglądaliśmy film z 1982 r. „Łowca androidów”. Bardzo mroczny film -  cały czas jest ciemno. Teraz w kinach jest druga część tej historii. Może się wybierzemy, chociaż film trwa podobno 3 godziny więc nie wiem jak moja noga wytrzyma tyle czasu w jednej pozycji.

Mąż powiedział swojej mamie, że nie przyjdzie(my) na jej kawę urodzinową, bo nie chce(my) się spotkać z siostrą. W okazji urodzin zaprosimy ją na  kawę i ciasto do restauracji. Teściowa próbowała Męża przekonać do zmiany zdania. Potem się przyznała, że jej przyjaciel Pan A. też już jej powiedział to samo co my mówimy i mówiliśmy od co najmniej 7 lat: powinna bardziej zająć się swoim życiem, a mniej wspieraniem Szwagierki, które polega na byciu na każde jej żądanie. I powiedział jej to po 2 miesiącach znajomości. Mąż tylko powiedział Teściowej, żeby się zastanowiła, co jej teraz daje szczęście i radość i nie pozwoliła, żeby Szwagierka rządziła jej życiem, bo pewnego dnia Szwagierka wypomni jej Pana A.  

Zostawiliśmy u Teściowej dynię dla chrześnicy na halloween, ale nie wzięła  -  tamta strona nie chce relacji z nami, a obydwoje jesteśmy chrzestnymi. Poczekamy -  czas i życie pisze różne scenariusze. Mają prawo być obrażeni tak jak my, ale Mąż oczekuje inicjatywy ze strony siostry, bo to ona zaczęła całą awanturę. No i potrzebna jest szczera rozmowa. Tylko nie wiem, czy to jest możliwe z tamtej strony. Chyba powoli zaczynam się oswajać z sytuacją, że na spotkania rodzinne nie będę zapraszać Szwagierki z rodziną jeśli nic się nie zmieni.

Niedziela zupełnie spokojnie -  na kanapie i przy desce do prasowania.

 

piątek, 3 listopada 2017

[42+99] piątek


Od tygodnia jestem w domu. Kolano wygląda dobrze i coraz mniej boli. Teraz czas na rehabilitację.

Dziś wieczorem jestem sama, bo Mąż na corocznym spotkaniu z kolegami ze szkoły średniej.

W garażu zaparkowane nowe auto –  będę mogła nim jeździć za kilka miesięcy.

Teściowa chyba zakochana, a pewno „pod wrażeniem” Pana A., który ma grób żony po sąsiedzku z grobem teścia. Bardzo się cieszę (Mąż również)  że ma towarzystwo i coś co odciąga jej myśli od chorób. Odkąd spotyka się z Panem A. ani razu nie skarżyła się na zdrowie. A wcześniej miała wszystkie możliwe choroby. Z pewnym zaskoczeniem obserwuję, że bez względu na wiek kobiety podobnie reagują na motyle w brzuchu. I tylko smutno mi się robi, kiedy słyszę, że Teść nie był taki mężczyzna jak Pan A. i jest w tym stwierdzeniu pewien wyrzut/zarzut wobec Teścia. Czy naprawdę tak łatwo skreślić ponad 40 lat wspólnego życia?

Stosunki Męża z siostrą bez zmian tzn. nie ma ich. Po mszy za Teścia nie poszliśmy na kawę to Teściowej, tylko wróciliśmy do domu. Musielibyśmy spotkać się ze Szwagierką. Po co krzywo na siebie patrzeć skoro spór  nie został rozstrzygnięty. I tej sytuacji wynika też decyzja, że na Boże Narodzenie wyjeżdżamy. Ja robię to z bólem serca, bo zostawiam mamę, które od śmierci Taty spędza te Święta u nie. W tym roku siostra przejmie to na siebie. Nasz wyjazd uzgodniłam jeszcze we wrześniu z Mamą.

 

Wczoraj byłam z Mężem na koncercie Pata Metheny w NOSPR (bilety do prezent urodzinowy od Męża). Grał z trzema muzykami ( fortepian, perkusja i kontrabas/gitara basowe) -  wszyscy grali w mistrzowskim stylu. Było super!!!

 

Palny na wieczór to obejrzeć List do M2. A potem lektura instrukcji obsługi nowego samochodu.

 

sobota, 2 września 2017

[42/37] sobota

Pogoda od rana zachęcała do pozostania w łóżku. Po szybkim śniadaniu pojechaliśmy na małe zakupy przed wyjazdem urlopowym. Potem ogarnęliśmy domek i wolne !!!


Bagaże prawie spakowane - jutro ostatnie kosmetyki i możemy jechać. Nasz cel to Lipsk ( miasto J.S. Bacha), Miśnia ( słynna porcelana) i Drezno w Niemczech. W Dreźnie zamierzamy uzupełnić zapas wina. W Niemczech  w kantorach winnych sprzedają je w 5-litrowych kartonach. W Polsce nie udało nam znaleźć takich pojemości i o takiej jakości, a pijemy wina dużo. Zaletą kartonu jest też to, że do takiego wina nie dostaje się powietrze tak jak w otwartej butelce, bo jest w takim jakby worku z kranikiem, przez co się nie psuje. No i jest to też cenowo korzystane ( Niemcy maja niższy VAT i akcyzę na alkohol, o ile w ogóle ją mają).


Wysłałam do naszego dostawcy prądu informację o zmianie właściciela mieszkania. W protokole zdawczo-odbiorczym musiałam wybrać taryfę i okres trwania umowy. Chciałam sprawdzić, jaki jest okres wypowiedzenia umowy i na jaki zasadach. Niestety nie znalazłam na stronie dostawcy żadnego regulaminy czy OWU. Na szczęcie umowę zawieram za pośrednictwem internetu czyli poza siedziba sprzedawcy i możemy się z niej wycofać w ciągu 14 dni od otrzymania.

piątek, 1 września 2017

[42/36] wpis do przerwie

31 dni minęło.
Cały sierpień.
Było różnie: miłe spotkania ze znajomymi i niemiłe spotkania z rodziną.
Co prawda Teściowa pogodziła się ze Szwagierką, ale trafiło na nas i nam się od niej "dostało". Szwagierka wytoczyła potężne armaty - takie po których trudno udawać, że to tylko był nerwowy dzień.
Mąż się dowiedział, że nie ma już siostry i ma wykasować jej numer telefonu.
Ja się dowiedziałam, że jestem obca w rodzinie, Mąż jest ze mną dla pieniędzy i żal ściska nam pewną część ciała, że nie mamy dzieci. To tylko te  najgrubsze kule.  Po prostu jak małe dziecko, któremu mama nie chce kupić zabawki.  Póki co unikamy się wzajemnie, co jest o tyle łatwe, że i tak rzadko się spotykaliśmy.


Spotkaliśmy się z I. i jej rodziną: było wszystko: poważne rozmowy, zabawa z bliźniakami. Potem grill i rowerowy 15 sierpnia u W. i H.


Dziś w zasadzie cały dzień w urzędach, bo zainwestowaliśmy w naszą emeryturę i kupiliśmy mieszkanie. Nawet się nie spodziewałam, że tak bardzo mnie to ucieszy. Przed nami jeszcze kilka wizyt w urzędach, porządki w mieszkaniu. Ale przed tym jedziemy na kilak dni na urlop.

poniedziałek, 31 lipca 2017

[42+4] poniedziałek 31 lipca 2017

Gorący dzień:-) Temperatura jak w tropiku.
W aucie i pracy mamy klimatyzację więc tego upału aż tak się nie odczuwa. Mieliśmy dziś po pracy jedną sprawę do załatwienia. Jak wyszłam na dwór to przeżyłam szok - potrzebowałam kilku minut, żeby się przyzwyczaić do temperatury na dworze.
W pracy jeszcze spokojnie ale już za chwilę zrobi się gorąco.
Dzwoniła I. -  faktycznie zapomniała o moim urodzinach. Zdarza się. Przy okazji umówiliśmy na weekend u nich.
Plotek z mamą w drodze do domu nie było, bo miała sąsiadkę na kawie.
Sklep nie uznał mi reklamacji butów. Ale dla mnie to jest nienormalne, że po 2 tygodniach chodzenia w butach odkleja się podeszwa na czubku. Dodajmy chodzenia niezbyt intensywnego, bo w aucie mam inne buty do jazdy samochodem i w reklamowanych butach chodziłam w zasadzie tylko w pracy. Odpiszę im na uzasadnienie reklamacji.

niedziela, 30 lipca 2017

[42+3] niedziela 30 lipca 2017

Bardzo udany dzień. Pogoda zapowiadała się słoneczna i b. ciepła. Zaczęłam dzień od podlania kwiatów w donicach oraz mojego poletka z dyniami i cukiniami. Zjadłam śniadanie na słodko z kawą, zamarynowałam w przyprawach pierś z kurczaka pod gulasz i pojechaliśmy pożeglować. Jak zobaczyłam, jakie łódki mają w tym klubie to przez chwile poczułam się jakby ktoś podarował mi mercedesa w porównaniu do omegi jaką wypożyczyliśmy na urlopie. Pływało się bardzo fajnie, chociaż z każdą chwilą przybywało na jeziorze łódek, kajaków, rowerków i trzeba było uważać. Mieliśmy okazje przećwiczyć cumowanie do bojki x2 ( przy stawianiu żagli i ich zrzucaniu) oraz zejście z mielizny.
Do domu wróciliśmy przed największym upałem. Z zamarynowanego kurczaka zrobiłam gulasz, który zjedliśmy z placami z cukinii i ogórkami małosolnymi. Po obiedzie sjesta w sypialni do 17. Po niej kawa i zimny arbuz :-) Po 18, jak już zrobiło się przyjemniej na dworze, wyszliśmy do ogrodu. Musiałam zrobić porządek z dyniach, które do tej pory rosły jak chciały. Aby zawiązane już owoce rosły, trzeba powycinać pędy bez owoców oraz ograniczyć ilość owoców na 1 krzaku. Krzewy dyni mają kłujące/drapiące drobne igiełki na liściach/pędach i po chwili pracy wygląda się, jakby się walczyło z kotem. Ubrałam długie spodnie i bluzkę z długim rękawem, ale nie było mi tak gorąco jak się spodziewałam. Może Japończycy wiedzą co robią ubierając się z spodnie i długi rękaw na upalne dni?  Podlałam doniczki, rabatki z kwiatami oraz poletko dyniowo - cukiniowe. W międzyczasie Mąż przygotował sałatkę, którą zjedliśmy  w sadzie.  Do 22 siedzieliśmy przy winku. W czasie drzemki popołudniowej dzwoniła Teściowa. Oddzwoniłam. Powiedziała mi, że  wczoraj była z wizytą Szwagierka z Mężem i córką. Ostatecznie Szwagierka przeprosiła Teściową na swoje zachowanie z przed półtorej miesiąca. Trochę to trwało nim zrozumiała, że przekroczyła granice tolerancji Teściowej. W sumie mnie to nie dziwi, bo do tej pory, gdy Szwagierka wykonywała podobne numery, ani Teściowa ani Teść (jak jeszcze żył) nie dali jej i jej Mężowi do zrozumienia i odczucia, że takich zachowań nie tolerują. Szwagierka nie ponosiła żadnych konsekwencji. Ale tym razem chyba miara się przebrała. Czas pokaże, czy Teściowa już się nauczyła, jak reagować na "numery" Szwagierki i przekonała się, że warto być konsekwentnym, bo za jakiś czas podobna sytuacja na pewno się powtórzy. Trzeba do skutku "młodych" edukować.







[42+1; 42+2] 28-29.lipca 2017

[42-1]  W piątek trochę popracowałam, trochę poplotkowałam z koleżankami z pracy. Jeszcze korzystam z chwili spokoju. Od poniedziałku będzie już intensywnie. Po pracy odwiedziłam Teściową w szpitalu. W domu wieczorem przygotowałam składniki na sałatkę z cukinii na zimę.




[42+2] W sobotę zerwałam się rano i ruszyłam na kijki. A po śniadaniu cały dzień w kuchni: jagodzianki, botwinka z własnej grządki, placki z cukinii, sałatka z cukinii na zimę. Planowałam trochę przycinać dynie, ale sąsiedzi zaprosili nas piwo. I tak zeszło do północy.

piątek, 28 lipca 2017

[42+0] start



Wczoraj kolejne moje urodziny. Mimo, że jestem bardzo krytyczna wobec mojej osoby to dzień moich urodzin jest dla mnie osobiście wielkim świętem. I nie chodzi mi o wielka imprezę, tylko wewnętrzną radość. Z życzeniami zadzwonili wszyscy, którzy powinni poza I., ale pewnie miała ważny powód. Nawet Szwagierka zadzwoniła, a nie wysłała jak zawsze SMS. Ale skoro oczekuje ode mnie telefonu z życzeniami, sama przesyłając SMS to musi zacząć od zmiany swojego podejścia. To nie oznacza, że ja zmienię moje podejście tzn. zawsze dzwoni Maż jako brat i składa życzenia w naszym imieniu. Mam czas do kwietnia zdecydować. Wieczorem zabrałam Męża do naszej ulubionej pizzerii na małą kolację. Po powrocie otworzyliśmy małą butelkę wina musującego, które już nie wiem skąd mamy.


Mąż rano zapomniał mi złożyć życzenia, ale jakoś się nie przejęłam, bo urodziny trwają cały dzień i liczyłam, że pojawią się popołudniu kwiaty i prezent. I tak się stało J


Kawy urodzinowej nie robię, bo relacje Teściowa - Szwagierka nadal są chłodne więc nie będę narażać siebie, innych gości na oglądanie obrażonych min, a obydwu Pań na spotkanie.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

12.06.2017 poniedziałek

Końcówka poprzedniego tygodnia była intensywna: byłam na konferencji w stolicy podkarpacia i miałam na niej krótkie wystąpienie. W takiej formie to był mój debiut. Podobno poszło bardzo dobrze. Dziwne - ja miałam wrażenie, że cały czas widać/słychać, że jestem zdenerwowana.


W pracy dopinamy budżet i aby to zrobić chyba będą potrzebne trudne decyzje. A mam przeczucie, że za 2-3 mce będziemy mieć wolne środki w budżecie i problem, na kogo je przeznaczyć.


W piątek byliśmy na mszy za zmarłego sąsiada, a po mszy na kawie u sąsiadki. Piliśmy pyszną wódeczkę z przyprawami korzennymi i miodem. Bardzo rozgrzewająca - na zimę jak znalazł. Muszę skopiować przepis od sąsiadki i zrobić kilka butelek.


W sobotę byliśmy na basenie - ja pierwszy raz po kontuzji narciarskiej. Pływało mi się całkiem dobrze więc teraz będziemy praktykowali wizyty na basenie regularnie.


W niedzielę zebrałam kwiaty czarnego bzu o nastawiłam nalewkę. Planuję zrobić jeszcze syrop. Wydawało mi się, że mało jest w naszej okolicy tej rośliny, ale w niedzielę będąc na nordic walking, znalazłam kilka miejsc z dużą ilością krzewów.


Przede mną 3 dni pracy i dłuższy weekend. Miła perspektywa, chociaż potem może być intensywnie zawodowo.

wtorek, 6 czerwca 2017

06.06.2017 wtorek

Wczorajszy dzień minął w miarę spokojnie. Plan  w 80% wykonany. W pracy wyszłam wcześniej ze względu na wizytę u lekarza -  założyli mi holtera.  Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie obsługa, zarówno w rejestracji jak i potem w pokoju zabiegowym. Pielęgniarka uprzedzała mnie co będzie robić i dała kilka wskazówek co do funkcjonowania z aparatem. Niestety jest duża szansa, że badanie nic nie wykaże -  chyba że mam utrwaloną chorobę.


Tydzień temu postanowiłam, że zmienie pracę, a wczoraj telefon z potencjalną ofertą pracy. I to nie jest przypadek/cud-  w psychologii to się nazywa zjawiskiem synchronizacji i już Gustaw Jung je badał. 
Muszę sobie zrobić przerwę chociażby po to, żeby się przekonać, że jednak tylko to co teraz robię jest najlepszym dla mnie zajęciem.


W drodze do domu odwiedziłam kilka sklepów -  w każdym miałam w sumie po jednej sprawie do załatwienia. Czasami tak się zabiera. Efektem jest nowa torebka na lato, wymienione fleczki w butach i inne.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

05.06.2017 poniedziałek w telegraficznym skrócie o weekendzie


Mama do sanatorium odwieziona, płytki na taras zamówione. Nowe meble częściowo zagospodarowane. Do tego piękna słoneczna pogoda, lenistwo na leżaku. W niedzielę rano wyprawa na kijki. Książka A. Maciąg skończona. Plan wykonany.

piątek, 2 czerwca 2017

02.06.2017 piątek


Dzień Dziecka za nami. W radiowej Trójce władzę przejęły dzieci – przyjemnie się słuchało małych i trochę starszych dzieci. Za to w Sejmie nawet młodzi ludzie podzielili się na PiS i opozycję. Smutne, bo takich podziałów nie da się zakończyć po prostu jednym poleceniem.

W pracy jako tako się ogarnęłam.  Pod wieczór wsadziłam kwiatki kupione w środę oraz sadzonki ogórków, które dostałam od koleżanki z pracy. Jej rodzice mają własne gospodarstwo, w którym zajmują się uprawą ogórków. Część sadzonek dałam sąsiadce, bo już nie miałam gdzie ich wsadzić. To jest odmiana ogórków, która nie wymaga zapylania przez pszczoły, żeby owocować. Zobaczymy.

Wieczorem oglądaliśmy film na TVP Kultura. W sumie w półtoragodzinnym filmie może było 5 scen, co jest niezwykłe, bo obecnie kręcone filmy mają bardzo krótkie ujęcia i sceny zmieniają się co kilka minut. A tu mieliśmy np. ponad 20 minutową scenę rozmowy przy stole.  Taki czas pozwala widzowi skupić na treści rozmowy, a ta musi być ciekawie poprowadzona, żeby się nie znudził. I tak było. Taka konstrukcja filmu spowodowała, że najważniejsze były dialogi.

czwartek, 1 czerwca 2017

01.06.2017 środa


Za chwilę minie połowa roku 2017! Życie pędzi strasznie i trudno się zatrzymać w tym pędzie. Wymaga to świadomego włączenia ręcznego hamulca.

 

Wczoraj minął rok od śmierci Teścia i byliśmy na mszy zamówionej przez Teściową. Potem była kawa i kolacja u teściowej. Ja chciałam jak najszybciej się zmyć z imprezy. Tak już mam, kiedy szczególnie intensywnie odczuwam brak akceptacji mojej osoby. Od jakiego czasu Teściowa nieustannie skarży się mojej Mamie na mnie i czasami na swojego syna. Od śmierci teścia moja Mama prawie codziennie rozmawia z Teściową więc okazji jest wiele. Z drugiej strony świadczy to o tym, że Teściowa wychodzi z żałoby.  Pretensje Teściowej są całkowicie irracjonalne – ona nadal chce mówić Mi i Mężowi jak mamy żyć, a mamy to robić wg jej scenariusza, który napisała wiele lat temu. Do tego dochodzi Szwagierka, która lata do Teściowej ze swoimi pretensjami do nas, a głównie do mnie np. poleciała się wyżalić teściowej, ze na urodziny jej córki, której rodzicami chrzestnymi jesteśmy oboje z Mężem, pieniądze na rower dał tylko Mąż.  A wywnioskowała to z faktu, ze przelew dostała z konta Męża. Nie wiem skąd jej przyszedł do głowy pomysł, że ja powinnam zrobić przelew z mojego konta. Dla mnie to jest zupełna fantastyka. Ale domyślam się, że liczyła na to, że zapłacimy za cały rower. A tak rodzice musieli się dołożyć.  Najlepiej jest trzymać od tej części rodziny możliwie daleko i utrzymywać sporadyczne kontakty. Było to łatwiejsze jak żył Teść -  wtedy widywaliśmy raz w miesiącu lub rzadziej.  I tak było dobrze.  Trudno  - prześpię jeszcze 2-3 noce i mi przejdzie.

Moja Mama postanowiła ograniczyć ilość kontaktów z Teściową – minął już rok i Teściowa dochodzi do formy więc nie ma potrzeby, żeby rozmawiały codziennie.

Dziś Dzień Dziecka czyli nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy dziećmi rodziców.
Po pracy planuje pracę w ogrodzie, bo kupiłam kilka kwiatków na rabaty i od koleżanki z pracy dostała sadzonki ogórków, które nie potrzebują zapylania przez pszczoły, żeby dać owoce.

poniedziałek, 29 maja 2017

29.05.2017 po weekendzie


Weekend upłynął pod znakiem Dnia Matki. Odwiedziny podzieliłam na 2 dni: piątkowe popołudnie i sobotę.  W przeciwnym wypadku do każdej mamy wpadlibyśmy tylko na chwilę. I tak w piątek po pracy pojechaliśmy do Teściowej. Ona jest mniej elastyczna i byłaby niezadowolona gdybyśmy jej nie odwiedzili dokładnie w tym dniu. Przez moment była też Szwagierka z rodziną.  Po jej wyjściu dowiedziałam się od Teściowej, że Szwagierce było przykro, że nie zadzwoniłam do niej z życzeniami urodzinowymi.  Nie zadzwoniłam, bo życzenia od zawsze składa Mąż w naszym imieniu i nigdy wcześniej tego nie robiłam.  Ona na moje i Męża urodziny nie dzwoni tylko wysyła SMS, a jej mąż i nasza chrześnica tez nie składa nam osobno życzeń. Nie wiem, co jej się stało, ale nie odpowiadam na oczekiwania innych ludzi. Nie jestem zupa pomidorową, żeby wszystkim smakować.

W sobotę do południa ogarnęłam chatkę i czekałam na przyjazd nowych mebli do salonu. Po prawie 20 latach zdecydowaliśmy się zmienić meble. Niestety poszliśmy na kompromis:  stare meble były drewniane, bardzo dobrej jakości i jak na prawie 20 lat używania wyglądają dobrze. Nowe są z płyt MDF więc różnicę jakościową widać ( tzn. ja ją widzę).  Szukaliśmy już kilka lat mebli drewnianych, ale o innym designie od naszych tzn. chcieliśmy żeby miały nowoczesny wygląd. W końcu odpuściliśmy -  nowe meble nie kosztowały fortunę więc jak znajdziemy meble drewniane, które będę nam odpowiadać to je wymienimy.  

Po południu – w ramach obchodów Dnia Matki – zabrałyśmy z siostrą Mamę do kina, a potem na kawę i ciacho. Wybrałyśmy film „Jutro będziemy szczęśliwi”. Polecam – jest powód do śmiechu i do łez. W drodze z kina musiałam jeszcze zrobić zakupy, bo w piątek nie miałam kiedy. Po zakupach przyjeżdżam do domu, a  Maż siedzi u sąsiadów i grillują przy piwie. Do domu wróciliśmy po 24. Takie spontaniczne imprezy są najlepsze.

W niedzielę  umyłam nowe meble i zrobiłam wstępną aranżację komód. Obiad był z grilla, w tym pierwsze szparagi w tym roku. Pod wieczór odwiedzili nas sąsiedzi. Dowiedzieliśmy, ze ich nastoletni syn jest w szpitalu . Ostatnio bardzo się buntował, nie wracał na noc do domu – niestety wpadł w źle towarzystwo. Zrobił się też agresywny. Kilka lat temu zdiagnozowano u niego ADHD, a teraz lekarze stwierdzili, że ma zespół Aspergera z wysokim stopniem sprawności, co oznacza, że może samodzielnie funkcjonować w społeczeństwie, z tym że ma pewne dysfunkcje socjalne. Syn sąsiadów od dziecka był bardzo inteligentny i zawsze trzeba było z nim rozmawiać jak z dorosłym. Mamy nadzieję, że z czasem uda się zapanować nad tymi dysfunkcjami.

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 21 maja 2017

21.05.2017 niedziela


Kolejny tydzień roboczy w zasadzie rozpoczęłam, bo jestem w drodze do Poznania w przerwą na nocleg we Wrocławiu.

W pracy jak zwykle temat za tematem do przerobienia. Z tego wszystkiego zapomniałam, że się umówiłam na wizytę do specjalisty. Na szczęście wizyta była umówiona w ramach prywatnego ubezpieczenia medycznego finansowanego przez pracodawcę więc bez większych problemów umówiłam się na kolejną w nadchodzącym tygodniu.

Weekend była bardzo filmowy, bo piątkowy i sobotni wieczór spędziliśmy z TVP Kultura, która przygotowała 2 bardzo ciekawe filmy.

W piątek film „Ona”  pokazujący nasz świat za 10-20 lat, kiedy internet/wirtualna rzeczywistość będzie częścią naszego życia realnego. Bohaterem jest dziennikarz, który jest sam, w trakcie rozwodu z zoną. Na rynku pojawia się program OS, który jako sztuczna inteligencja, może zastąpić towarzystwo drugiego człowieka. Nasz bohater instaluje sobie ten system i w ten sposób w jego życiu pojawia się Samantha. Z systemu OS korzysta wielu ludzi,  w tym realna przyjaciółka naszego bohatera. W pewnym momencie sztuczna inteligencja z OS opuszcza ludzi, żeby żyć we własnym świecie. Ja w tym filmie zobaczyłam wielką samotność człowieka otoczonego technologią. A w sobotę oglądaliśmy „Wesele w Sorrento” – film o chorobie, miłości, odwadze i jej braku życia zgodnie z samym sobą.

W sobotę wycięliśmy w ogrodzie złoty klonów przy grillu. Po zakupie posadziliśmy drzewa daleko od siebie, jednak po 5 latach czerwony klon tak się rozrósł, że złoty nie miał jak się rozrastać. Niestety korzenie miał już na tyle duże, że bez specjalnego sprzętu do przesadzania dużych drzew nie dalibyśmy rady. Wystawiłam już duże donice i wsadziłam kwiaty. Chciałam tez postawić donice przy tarasie, ale Mąż zgłosił stanowcze veto m.in. ze względu na stan płytek na tarasie. Kwiaty przeznaczone do donic, które miały stać na tarasie zagospodarowałam inaczej.

Na linii teściowa-szwagierka znowu spięcie. Nie da się zmienić prawie 70-letniej osoby, a i ta młodsza też nie wykazuje świadomości sytuacji, w której jest,  więc od czasu do czasu robi się gorąco w piekiełku, które same sobie stworzyły.

 

 

środa, 17 maja 2017

17.05.2017 środa

Zapowiada się kolejny słoneczny dzień.


W pracy mam teraz skumulowanie różnego rodzaju telekonferencji/spotkań, co powoduje że bieżące zadania mam relatywnie mało czasu. Zostają wieczory, ale jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby popracować. Powoduje to potem załatwianie najpilniejszych kwestii na zasadzie gaszenia pożarów.


Przyszły tydzień to będą podróże służbowe: prawdopodobnie od Poznania przez Warszawę. Chociaż to ciągle się zmienia.

wtorek, 16 maja 2017

16.05.2017 wtorek


Wczoraj w pracy raczej spokojnie, chociaż tematów w toku dużo. Wieczorem kawa komunijna u sąsiadów – przy okazji poznaliśmy nowych sąsiadów, którzy mieszkają na naszej ulicy od niedawna. Cała rodzina bardzo sympatyczna.  Dawno też nie spotykaliśmy w takim gronie sąsiedzkim.  W codzienności trudno skoordynować terminy.  Komunikant zrobił dla nas mały koncert na kilku instrumentach. Generalnie było miło i sympatycznie.

poniedziałek, 15 maja 2017

15.05.2017 poniedziałek połowa mca za nami


Dziś połowniki miesiąca. Zleciało błyskawiczne, ale wszystko przez długi weekend majowy.

Nareszcie było trochę pogody wiosennej – można było wylec na taras i produkować witaminę D. To był też ostatni moment na zasianie kwiatów i warzyw. Cukinie i dynie wsadzone. W tym roku wsadziłam więcej żółtej cukinii niż zielonej, bo rośnie ona dużo wolniej i ma mniej owoców niż zielona. Byłam w sobotę rano na kijkach i mam zakwasy w pewnej części ciała.

W sobotę spotkaliśmy się  z firma brukarską, która będzie nam robić drogę i chodniki koło domu z kostki brukowej. Panowie zrobili na nas dobre wrażenia: mieli profesjonalny sprzęt do mierzenia, szybko poradzili sobie z wyceną i odjeżdżając zostawili nam wycenę. Możliwy termin realizacji: połowa października2017. Wolelibyśmy szybciej, ale w sumie to może dobrze, ze po lecie rozkopią nam drogę i pewnie nie obędzie się bez strat na rabatach. Ogarniemy to przed zimą i od wiosny będzie już wszystko rosło.

Niedzielę spędziliśmy w domu: rano mała wycieczka rowerowa, po obiedzie leżakowanie na tarasie. Potem Mąż gotował zupę z młodej pokrzywy. Od 2 lat jest to stałe danie naszej wiosennej kuchni. Ja zadrobiłam zaległości w prasowaniu.

 

poniedziałek, 13 marca 2017

13.03.2017 poniedziałek


Kolejny tydzień zaczęty. Dziś w delegacji do Wrocławia, a tam 2 spotkania z klientami. Weekend był chłodny więc prac w ogrodzie nie było. W sobotę popołudniu odwiedziliśmy sklep ogrodniczy -  chcemy rozmnożyć starą jabłoń z naszego ogrodu i potrzebujemy młode drzewko, żeby starą jabłoń na nim zaszczepić. Kupiliśmy ja razem z działką – piękne, rozłożyste duże drzewo, które w upalne dni daje dużo przyjemnego cienia. A to rzecz rzadko spotkana w nowych domach tj. budowanych już po 1989 roku. Jabłoń ma kilkadziesiąt lat i rodzi bardzo smaczne jabłka o smaku jabłka w przeciwieństwo do jabłek sprzedawanych w sklepach, która maja smak ananasa, gruszki itp. Ze względu na wiek drzewa chcemy je rozmnożyć, żeby mieć drugie, gdyby to stare już nie mogło dawać owoców. Niestety nie jest to takie proste, ale nie ustajemy w próbach.

Z ubiegłotygodniowego cięcia jabłoni wsadziłam do wazonu kilka gałązek. Wypuszczają już zielone małe listki.

Wg stanu na piątek mamy jednak wybiorą się na wyjazdową Wielkanoc.

środa, 8 marca 2017

08.03.2017 środa


Dziś Dzień Kobiet.  W tym roku chyba najgłośniej będzie słychać kobiety. Idę do pracy ubrana na czarno. Nie wiem, czy w moim mieście jest organizowany marsz kobiet, więc nie planuje udziału. Dopiero wczoraj dotarła do mnie informacja, że minister Radziwiłł zniósł standardy opieki okołoporodowej. Nie miałam okazji usłyszeć, jakie są powody takiej decyzji i co będzie w zamian. Jeśli mnie pamięć nie myli to bardzo długo czekałyśmy na te standardy.

W pracy ciągle nerwowo…. Sama też się nakręcam i robi się bardzo nerwowo. Za dużo jest tych telefonów do mnie ze sprawami, które powinny być załatwiane szczebel niżej, ale co robić jeżeli na tym szczeblu jeszcze brakuje kompetencji.

Mąż planuje zrobienie piwniczki w ogrodzie: bardzo nam brakuje takiego pomieszczenia na przetwory, wina. I co pół roku przenosimy to z garażu na poddasze i z powrotem. Niestety realizacja  będzie wymagała zniszczenia i strat na części ogrodu, ale wybraliśmy miejsce, gdzie będą one najmniejsze, zarówno w roślinach/drzewach jak i estetyce otoczenia.

Ja planuje odnowienie tarasu, bo płytki klinkierowe odpadają już w wielu miejscach. Mam duże ograniczenia co do materiału który mogę rozważać, bo taras jest wybetonowany i luka między tarasem a elewacją domu jest niewielka a to w niej musza się materiały ( na wysokość). Zobaczymy.

wtorek, 7 marca 2017

07.03.2017 wtorek


Przez ostatnie dni nie było okazji, żeby napisać kilka słów. W czwartek (2.03) byłam w Stolicy na szkoleniu. To był 3 z cyklu 4 szkoleń -  jak do tej pory to była najsłabsza część. Tym razem jechałam 1 klasą w pendolino ze względu na moją kontuzjowaną nogę. Bilet jest istotnie droższy niż w 2 klasie – głownie z powodu serwowanych posiłków: rano mogłam zjeść śniadanie, a popołudniu małą przekąskę. Do tego ciepły i zimny napój. Przynajmniej nie musiałam chodzić do Warsu.

W weekend zaczęliśmy prace w ogrodzie: przycięliśmy jabłoń, posprzątali lampki na choinkach i suche rośliny. A pod suchymi częściami już rosną młode, zielone roślinki. Niezaprzeczalnie wiosna już przyszła, tylko jeszcze jej nie widać. Mój samochód doczekał się kąpieli po zimie – nie był myty przez całą zimę. W sobotę była 5 rocznica śmierci Taty więc odwiedziliśmy cmentarz, a potem Mamę. Przy okazji na chwile wpadliśmy do teściowej.

Poniedziałek jak zwykle w pracy. Po południu wizyta u ortopedy: mogę już nie chodzić w ortezie; termin operacji mam sobie zarezerwować, ale ostateczną decyzje podejmiemy za ok. 6 mcy. Mogę jeździć na rowerze, chodzić na basen -  tylko nie mogę pływać żabką, a to najlepiej mi wychodzi.

Wizyta u Pani Coach częściowo wyprostowała mi spojrzenie na pewne sprawy, ale i tak jestem lekko podminowana.

Po południu wizyta w castoramie: kupiła nasiona do wysiania z maju, ziemie do kwiatów doniczkowych – czas na wymianę ziemi w doniczkach. Planuje tez zasiać astry na rozsady. Do tej pory siałam je bezpośrednio do ziemi, ale bez skutku.

środa, 1 marca 2017

01.03.2017 środa


Kratka z kalendarz zerwana -  zaczyna się marzec, a to oznacza, że za chwile będzie wiosna. Już najwyższy czas zadbać o kwiat doniczkowe i zacząć przygotowania do wiosny w ogrodzie.

Wczoraj trochę nerwowo było w pracy – wiem, że ludzie się starają i jeżeli robią coś po raz pierwszy to nie sposób to przyspieszyć – niestety potrzebują więcej czasu. Termin jest na piątek – zobaczymy, czy będziemy musieli poinformować klienta o przesunięciu terminu. Ale poziom stresu u mnie wzrósł i do razu wzrósł też puls. Do tego inne tematy też zbliżają się do deadlinów, ale to już są takie terminy, których nie można przesunąć.  Co prawda nie mam tego zinwentaryzowanego więc też dochodzi wyobraźnia, która podpowiada jak dużo tego jest. Podzieliłam sobie te projektach wg terminów, ale  jednak myśli biegną do przodu i w końcu człowiek widzi przed sobą górę lodową która na niego zmierza. Dobrze, że idzie wiosna to może zdąży się roztopić J.

W sobotę mija 5 lat od śmierci Taty – planuję odwiedzić cmentarz, apotem mamę. Muszę tylko logistykę uzgodnić z małżonkiem.

wtorek, 28 lutego 2017

28.02.2017 wtorek



Dziś ostatni dzień karnawału i ostatni dzień miesiąca. Kolejna kartka z kalendarza do zerwania.
Czy te minione 28 dni przeżyłam najlepiej jak mogłam?


Czy ich po prostu nie zmarnowałam?
Warto sobie zadawać takie pytania, bo życie jest krótkie i nie wiadomo, ile kartek z kalendarze będzie nam dane zerwać.


W poniedziałki zazwyczaj jestem pełna zapału do pracy więc kilka tematów popchnęłam do przodu. Zapał maleje z każdym dniem, szczególnie mocno gdy widzę, ze mija kolejny dzień, a z mojej listy TO DO nic nie znika i towarzyszy mi poczucie marnowania czasu/brak efektywności.
Na projektach we Wrocławiu szału nie ma -  cały nowy zespół, w sumie bez doświadczenia i osoby na miejscu, która mogłaby ich wesprzeć, podzielić się wiedzą, więc nie mogło być inaczej. Cóż trzeba to ogarnąć najlepiej jak można i tyle.

poniedziałek, 27 lutego 2017

27.02.2017 poniedzialek

Ostatni weekend karnawału za nami. W tym roku dokładnie w niedzielę przypadały urodziny Męża więc impreza urodzinowa z rodziną też była w niedzielę. Nie było tak źle, jak się obawiałam.
Zrobiłam też przez weekend nasze roczne rozliczenie -  wyszła mała kwota do zwrotu. Teraz zostaje czekać na przelew z urzędu skarbowego.
Planowałam więcej tematów zrobić przez weekend, ale nie było to możliwe. Zrobię je w tym tygodniu.
Po ostatnich deszczach po śniegu nie ma ani śladu. Wiosna już jest -  jeszcze jej nie widać, ale już słychać rano i wieczorem w postaci ptasich treli.

film OJCIEC

W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...