poniedziałek, 31 grudnia 2018

AD 2018 ostatnie godziny


Ostatnie godziny roku 2018. Wszędzie podsumowania, analizy, postanowienia, plany….

Ale zanim podsumowanie ku pamięci muszę odnotować:

v  weekend 8-9 grudnia 2018 spędzony u H. i W, zakończony koncertem SDM. Między opadami deszczu udało nam się zrobić ognisko i wypić grzańca.

v  Weekend 15-16 grudnia 2018 spędzony w stolicy:  było niesamowicie. Najpierw „Czarodziejski flet” Mozarta w Teatrze Wielkim, który absolutnie nie jest zrealizowany jak tradycyjna opera, w zasadzie poza śpiewakami operowymi cała scenografia jest wyświetlana na ekranie; są też elementy kina niemego. Zupełnie inne podejście do opery. W niedzielę wizyta na 30 piętrze PKiN ( nie pamiętam z dzieciństwa, żeby ta winda tak szybko jeździła?), potem spacer w zaśnieżonych Łazienkach i spotkanie ze znajomymi i wyjście na koncert. W poniedziałek rano szybkie śniadanie o 6 rano w hotelu i prosto z pociągu do pracy.

A potem to już ostatnia prosta do Świąt… udało się w istotnym zakresie przygotować wszystko co trzeba. I nie ma znaczenia, że tylko 50% okien jest umytych.
 

Jaki był Anno Domini 2018?
Ten rok upłynął pod znakiem polskiego kina, koncertów, wycieczkach rowerowych i górskich. Zawodowo było bardzo dobrze: mimo dużej ilości projektów jakoś udało się nie oszaleć; do tego awans :-) Prywatnie też było dobrze, mimo trudnych relacji ze Szwagierką. Zrealizowaliśmy kolejną inwestycję w nieruchomości -  to będzie alternatywa dla emerytury z ZUSu i PPK.
Na świecie i w kraju szaleństwo polityków….. każdy dba o swoje interesy i kupuje głosy wyborców niestety na ich koszt z odroczonym terminem płatności.
Wielu ważnych ludzi odeszło…. Kora, Stańko, Oz, Kutz i wielu innych.
 Anno Domini 2019 
Nie robię wielkim postanowień, które totalnie mają zmienić moje życie. Lepsze są zmiany ewolucyjne. Ale kilkoma kwestiami chciałabym się  -  w miarę możliwości zająć bardziej intensywnie
1  świadome przeżywanie kolejnych dni
2  język angielski – powrót do kontaktu na żywo   
3  joga  - powrót na zajęcia.
Jako słowo przewodnie na AD2019 wybrałam SYSTEMATYCZNOŚĆ.

 
A resztą niech się zajmą dobre Anioły. Po prosty Do siego Roku !!!

 

 
 

niedziela, 21 października 2018

21 października 2018 [niedziela]


Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. A trochę się działo. W telegraficznym skrócie:
 

Ø  Urlop lipcowy: bardzo udany: tydzień na żaglach w Chorwacji, tydzień w Alpach. Każda część urlopu z inną parą znajomych. Dwa zupełnie różne urlopy. Wróciliśmy bardzo wypoczęci. Przez pozostałą część wakacji za dużo nie grillowaliśmy, bo upały na to nie pozwalały. Były kajaki Z rodziną R, wizyta u I.

Ø  Urlopu wrześniowy odwołaliśmy ze względu na rozkład projektów u mnie w pracy. Jego brak staraliśmy się skompensować wyjazdami w czasie weekendów albo w Beskidy, albo na całodniowe wycieczki rowerowe.

Ø  W pracy awans :-) Kolejne roczne spotkanie też za nami -  tu również dobra wiadomość -  zostałam pracownikiem roku.

Ø  Ostatnio często gościmy w kinie [„Kler” obejrzany; wczoraj „7 uczuć”] oraz w NOSPR.

 

 

Poza tym codzienność day by day:-)

niedziela, 3 czerwca 2018

3 czerwca 2018 [42+310]


Kolejny długi weekend minął. Czwartek  (mimo święta) był pracowity – kilka zaległych tematów domowych zamknęłam. W piątek byłam w pracy: cisza, żadnych telefonów. Jeden duży temat z głowy.

W sobotę odwiedziła nas I. z mężem – odjechali w niedzielę przed obiadem. Fajnie było się zobaczyć i pogadać. Reszta niedzieli bardzo leniwa.

 

niedziela, 27 maja 2018

27 maja 2018 [42+305]


Tydzień był w miarę spokojny. W pracy już w środę czułam się jakby był piątek więc miałam trzy piątki. W końcu zaczął się weekend. Sobota była sprzątająco - ogrodowa. Wieczór na kanapie filmowo-sportowy: mąż oglądał finał Ligii Mistrzów, ja w przerwie film fabularny oparty na historii  powstania facebooka. Niedziela bardzo leniwie: przyjechały mamy na obiad i kawę  z okazji Dnia Matki. Rano zaliczyłam wypad na kilki i zebrałam kwiaty czarnego bzu na sok. Szparagi królują w kuchni: tym razem jako zupa krem. Potem wieczór w ogrodzie przy lampce wina już tylko z Mężem. I po weekendzie.

Nadchodzący tydzień będzie skrócony, bo w czwartek Boże Ciało więc w piątek znowu większość Polaków weźmie wolne. Ja na dziś nie planuję brać urlopu.

poniedziałek, 21 maja 2018

21 maja 2018 [42+299]


Trochę minęło od ostatniego wpisu więc w telegraficznym skrócie minione 100 dni.

Koncerty

Zaczęło się od Anny Marii Jopek, która ukołysała nas swoim szepcącym śpiewem (luty).  Pani Ania na czerwonej sofie w czerwonych szpilach.
Potem w marcu koncert Anity Lipnickiej & The Huts – był luz, zero spinki, że są artystami, po prostu spotkali się z nami, żeby się razem bawić przy ich muzyce.  

Na koniec kwietnia koncert Doroty Miśkiewicz z 12 świetnymi polskimi pianistami w NOSPR: dużo dobrego jazzu, zabawy – uczta duchowa, której bardzo potrzebowałam na ostatniej prostej w pracy.

 

Rodzinnie

Bez zmian tj. żadnych spotkań ze szwagierką, omijamy się szerokim łukiem, chociaż z chrześnicą kontakt jest. Na urodziny opłaciliśmy jej zorganizowane urodziny dla kolegów i koleżanek z klasy. Niewiele brakowało, żeby nic z tego nie wyszło, bo szwagierka znowu chciała, żeby jej wizja była realizowana. Ostatecznie to chrześnica zdecydowała co i gdzie chce mieć zorganizowane. Na kawę urodzinową nie poszliśmy mimo zaproszenia. W weekend majowy młoda była u nas przez 3 dni: był aquapark, Wrocław i krasnale.


Poza tym 1 maja rozpoczęliśmy sezon żeglarski na pobliskim zbiorku w towarzystwie W. i H.

Drugi weekend maja spędziliśmy w stolicy – spotykaliśmy się z parą, z która będziemy żeglować w Chorwacji. Oprócz spotkania z nimi był Teatr Rampa ( piątek wieczorem), Opera Kameralna i Wesele Figara Mozarta (sobota wieczorem). Jeszcze nigdy tak się nie śmiałam na operze, która jest utworem dramatycznym i nie kończy się happy endem. U Mozarta było inaczej. Pogoda dopisała. W zasadzie do hotelu wpadaliśmy ok.22-23 żeby się odświeżyć, wyspać i zjeść śniadanie. Pokój mieliśmy na 12 piętrze więc widoki wieczorne na centrum stolicy niezapomniane.

 

W międzyczasie firma położyła nam kostkę brukowa na drodze i chodniku przed domem. Poszło bezboleśnie, a firma profesjonalna: zrobili porządnie, zgodnie z ustaleniami, w terminie i nie zostali po sobie bałaganu.

 

 

 

sobota, 10 lutego 2018

10 lutego 2018 [42+198]




Sobotę zaczynam od kawy. Mąż dziś w pracy – wiadomo IT pewne prace może zrobić tylko w weekend, jak nie ma użytkowników komputerów.

W pracy w miarę spokojnie. Kilka tematów ciągnie mi się bez końca, bo co chwilę inne pilniejsze się pojawiają. Standard w mojej pracy. Wieczorami też brak mi ochoty do jakiejkolwiek aktywności więc w domu też nie za wiele posuwa się do przodu.

To był tydzień piękności: w poniedziałek fryzjer, w czwartek paznokcie :-) Dobrze się czuję po takich wizytach: bo i wygląd odnowiony, i można poplotkować. Do tego w piątek odwiedziłam profilaktycznie ginekologa -  wszystko jest OK. Jeszcze profilaktycznie USG piersi do zrobienia.

Nie zmobilizowałam się, żeby zrobić zakupy odświeżające moją garderobę służbową. Ponad rok nic kupiłam i mam coraz większy problem, co ubrać, zwłaszcza na spotkania z klientami.

Wczoraj obejrzeliśmy film duński na TVP Kultura o tym, jak łatwo oskarżyć człowieka o najgorszy z czynów czyli molestowanie dziecka i jak kilka słów dziecka łączącego ze sobą zupełnie różne obrazy mogą takie podejrzenie zbudować. A potem wchodzą dorośli, którzy po swojemu interpretują to co mówi dziecko i nawet jeśli ono przyznaje się do kłamstwa interpretują te słowa po swojemu w efekcie dziecko zaczyna wierzyć, że było molestowane. A wystarczył przez przypadek podglądany brat z kolegami, gdy oglądali film porno i go komentowali. Akcja dzieje się w małym miasteczku więc i podejście do problemu było małomiasteczkowe, bo tu nie jesteś anonimowy, każdy Cię ”zna”. I nagle wszyscy wiedzą, ze jesteś winny mimo innych ustaleń policji. Problem jest niezwykle delikatny i trzeba bardzo dużego profesjonalizmu, aby nie ignorując żadnych sygnałów ze strony dziecka w sposób bezpieczny dla niego je zweryfikować i potwierdzić. Jest w filmie taka scena, w której okazuje się, że duża część dzieci z przedszkola zeznawała, iż była w piwnicy w domu podejrzanego, dokładnie ją opisywały (meble, ściany). Ale jak policja przyszła na przeszukanie domu podejrzanego to okazało, że ten dom piwnicy nie ma.
Dziś w planach: domowe papiery, basen, wizyta u mamy ( od odebrania mamy pączki) i kino. Będziemy oglądać Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. H. i W. już byli i jak zrecenzował nam film „ Śmiałem się i płakałem na zmianę”.

Teściowa z przyjacielem na tygodniowym wyjeździe w Beskidy – pogoda im sprzyja, bo dopadało śniegu i jest lekki mrozik.

 

 

poniedziałek, 5 lutego 2018

5 lutego 2018 [42+193]




W pracy w miarę spokojnie. Poniedziałek to jest taki dzień, kiedy mam jeszcze siłę i ochotę, żeby coś zrobić. Sprawdza się zasada, aby trudne lub nielubiane kwestie załatwiać z rana, kiedy jeszcze jest się wypoczętym. Zajmują dużo mniej czasu. Potem z każdą godziną i dniem następuje ciągłe odwlekanie spraw.


Dziś też byłam u fryzjera odświeżyć kolor i długość włosów. Salon uruchomił rezerwację wizyt on-line. Od razu po powrocie do domu skorzystałam z niej rezerwując dwie kolejne wizyty. I to tyle, bo byłam w domu na tyle późno, że w zasadzie za wiele nie mogłam zrobić.


niedziela, 4 lutego 2018

04 lutego 2018 [42+192]


To dopiero drugi wpis w tym roku. Znowu jakoś się nie składało żeby pisać. Powrót do pracy po przerwie świąteczno-noworocznej nie był łatwy. Nadal mam problemy, żeby rano wstać jak zadzwoni budzik. W pracy tematy się toczą: jedne wolniej, drugie szybciej. Generalnie szału nie ma.

Rehabilitacja kolana trwa.

Zmobilizowałam się i zrobiłam porządki w prywatnych papierach -  wcześniej niż zazwyczaj.

Od 3 tygodnia chodzimy w soboty na basen, żeby się trochę poruszać. Obydwoje z Mężem lubimy pływać więc te 45-60 minut w wodzie nam robi.

Sytuacja na linii Teściowa- Szwagierka bez zmian – żyją w stworzonym sobie piekiełku. Nasze relacje ze Szwagierka też bez zmian.

W piątek wybraliśmy się do kina na „Atak paniki” -  reżyser miał pomysł na ten film, bo dopiero w ostatnich scenach zaczynamy rozumieć sceny, które widzieliśmy wcześniej.  W sobotę standardowy rozkład jazdy: sprzątanie, obiad, basen. Dziś rano uczyłam się wysyłać JPK, bo od tego roku ten obowiązek dotyczy też mnie. Dobrze, że Mąż jest z branży IT, bo inaczej nie dałabym rady. Ale poszło – zobaczymy, czy plik zostanie przetworzony poprawnie. Po obiedzie wybraliśmy na spacer po wsi wśród padającego śniegu.

Od ubiegłego weekendu Mąż na natchnienie do palenia w kominku, co powoduje, że domku  jest bardzo ciepło. Trzeba trochę drewna spalić, bo leży już drugi rok i czeka na zimę.

wtorek, 2 stycznia 2018

SYLWESTER/NOWY ROK [42+158]


No i przyszedł NOWY ROK, Anno Domini MMXVIII. Minie tak samo szybko jak poprzednie, a nawet mam wrażenie, że każdy kolejny mija szybciej niż poprzedni.

Sylwestra spędziliśmy u nas z sąsiadami. Z częścią osób dawno się nie mieliśmy okazji, żeby spokojnie porozmawiać. Teraz była okazja to nadrobić. Po północy wpadła na toast sąsiadka ze swoim towarzystwem. O 3 rano dotarłam do łóżka. Spaliśmy do 11. Zaczęliśmy od śniadania przy Noworocznym koncercie z Wiednia, potem ponad godzinny spacer i obiad. Mąż oglądał skoki narciarskie, a ja skończyłam czytać 2 część „Hardej” E. Cherezińskiej. Pierwszy dzień Nowego Roku zakończyliśmy przy filmie „Ekscentrycy czyli po słonecznej stronie ulicy”.

 

film OJCIEC

W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...