Żeglowanie od zawsze kojarzy
się z totalnym luzem: zero makijażu, rozwiany włos. Tylko mydło, szampon do
włosów, krem z filtrem. W czasie naszego żeglowania po Mazurach widziałam dwa
zaskakujące dla mnie obrazki: nastolatkę, która rano w łazience robiła sobie
peeling oraz nastolatkę, która robiła sobie pełny makijaż. Być może to były
tylko jednostkowe przypadki, ale dla mnie był to bardzo egzotyczny widok.
sobota, 13 lipca 2019
wtorek, 9 lipca 2019
sprawozdanie z urlopu AD2019
Na piątek po święcie Bożego
Ciała wzięłam urlop więc w tym roku miałam 2,5 tygodnia wolnego. W czwartek
wybraliśmy się z Mężem lokalnie pożeglować. To był nasz wspólny żeglarski pierwszy raz
po moim kursie. Pogoda dopisała: wiatr był w sam raz, nie za mocny, nie za
słaby. W piątek miałam zaplanowaną wizytę u fryzjera, a potem zakupy urlopowe.
Na urlop wyjechaliśmy w niedzielę. W tym roku mieliśmy 3 różne części urlopu:
pierwsza to tydzień na Mazurach, potem 2 dni w Toruniu i kolejne 5 dni w hotelu
nad jeziorem powidzkim (koło Gniezna).
Na Mazurach było super: wiatr
dopisał, pogoda też. Jeden dzień nie pływaliśmy, bo się rozwiało. W zasadzie
głównie ja byłam przy sterze – utrwalałam umiejętności z kursu. Mężowi zostały głównie
manewry portowe. Poprzednio na Mazurach byliśmy 11 lat temu. Dużo się zmieniło
na korzyść, w tym oczywiście z udziałem funduszy UE. Mazury piękne, momentami
dzikie. Ilość turystów umiarkowana -
szczyt sezonu jeszcze nie nadszedł. Korzystaliśmy z okazji i jedliśmy
głównie ryby.
Toruń nas zachwycił. Może to
dziwne, ale nie trafiłam wcześniej na żadne zdjęcia Torunia czy też informacje
o tym mieście. Przyjechaliśmy w sobotę wieczorem więc obeszliśmy Stare Miasto.
Na niedzielę - ze względu na upały –
zaplanowaliśmy 3 muzea licząc, że będą klimatyzowane. I tak byliśmy w
Niewidzialnym Domu, Muzeum Piernika i Domu Kopernika. Wszystkie warte
polecenia. Na poniedziałek zaplanowaliśmy wycieczkę z przewodnikiem pt. „Toruński
Gotyk”. To niesamowite, że wszystkie budynki są oryginalne czyli z XIII-XIV
wieku. Dodatkową atrakcją był międzynarodowy festiwal chórów, na którym wstęp
na przesłuchania był za darmo. Chór z RPA – chyba w ramach rozgrzewki – dał koncert
na Starym Mieście. Było czego posłuchać.
W poniedziałek późnym
popołudniem przemieściliśmy nad jezioro powidzkie. Początkowo mieliśmy
wrażenie, że jesteśmy na końcu świata, ale wystarczyły 2 spacery i się okazało,
że nad jeziorem jest bogata infrastruktura noclegowo-gastronomiczno-żeglarska.
Samych szkół windsurfingu było dwie. Zaskoczyła mnie ilość prywatnych jachtów
zacumowanych przy pomostach. Woda w jeziorze czyściutka, na dnie piasek.
Lokalni mieszkańcy mówili, że są w niej raki, co oznacza, że musi być
krystalicznie czysta. Generalnie leniliśmy się nad jeziorem - pełny relaks. W
hotelu był basen, z którego rano korzystaliśmy. Było też SPA więc skorzystałam
w kilku zabiegów, a Mąż z masażu. Odwiedziliśmy też Gniezno i Biskupin.
Do domu wróciliśmy w sobotę.
Przez cały okres naszego urlopu nie padał u nas deszcz więc na trawniku i
ogrodzie susza. A na najbliższy tydzień nie zapowiadają opadów. Dużych zbiorów
nie będzie. Borówka ma już owoce, ale bardzo marnej jakości. Nie wiem nawet,
czy nadają się na dżemy.
Niedziela i poniedziałek to załatwianie
bieżących spraw. W poniedziałek kupiliśmy donice i karłowate iglaki na rabatę
przed domem. Po zrobieniu kostki brukowej w ubiegłym roku zlikwidowaliśmy tam
trawnik, bo ciągle był suchy, nic tam nie rosło. Wysypaliśmy to kamieniem i
zrobiliśmy 3 koła ozdobne. I na nich właśnie stanęły donice z iglakami.
czwartek, 4 lipca 2019
krótko o tym, co się działo od ostaniego wpisu
Drugi wpis w tym roku. Rok zaczął się dynamicznie i w zasadzie cały czas
jest intensywnie.
Przedstawienie z Jandą robiło wrażenie: na scenie tylko Pani Krystyna, w
zasadzie jej twarz i monolog/opowieść o tych, którzy nagle w ’68 przestali być
Polakami i musieli wyjechać. W czasie przedstawienia na sali grobowa cisza, a
potem brawa, ale też jakieś stonowane. Emocjonalnie trudno i ciężko. Byłam
pewna podziwu dla Pani Krystyny, że była w stanie odegrać w ciągu jednego
wieczoru dwa razy tę sztukę.
Poza tym:
v
Pierwsza Komunia chrześnicy za nami – planowaliśmy
ją zabrać w ramach prezentu do Disneylandu lub Legolandu w czasie wakacji, ale rodzice
nie wyrazili zgody na to, żeby Młoda leciała samolotem bez nich; skończyło się
na karcie podarunkowej do Apartu i do centrum handlowego, żeby mogła sobie
kupić coś więcej niż biżuterię; samo przyjęcie było w porządku i rozmowy jakoś
się toczyły, co nie zmienia faktu, że relacje ze szwagrostwem ograniczają się tylko
do kwestii związanych z Młodą
v
Zdecydowałam się zrobić patent żeglarza
jachtowego: wszystkie weekendy w maju i pierwszy weekend czerwca spędziłam na
nauce; potem egzamin zaliczony w wynikiem pozytywnym :-)
v
W międzyczasie udało mi się obsadzić rabatki,
posadzić dynie i cukinie
v
W Majówkę Mąż był na rejsie po Bałtyku, a ja z
mamą leniłyśmy się w ogrodzie;
v
3 maja poszłyśmy do NOSPRu na koncert Aleksandry
Kurzak - było super !!!
Poza tym mijał dzień za dniem. Mam wrażenie,
że w tym roku generalnie ciągle się nie wyrabiam ( nawet w tematach domowych),
zaległe tematy narastają. Mam nadzieję, że po urlopie powoli lista zaległości
będzie się skracać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
film OJCIEC
W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...
-
W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...
-
Wróciłam z 2-dniowej delegacji do Sandomierza. Łącznie ponad 7 godzin za kierownicą. Ojca Mateusza nie spotkałam, ale też nie było czasu n...
-
Zaczynam challenge: przez najbliższe 108 dni codziennie będę robić 1 wpis. W piątek zaczęliśmy remont salonu - pewnie przez następne 2-3...