Do końca roku 3 dni. Rok 2015 żegnamy z ze znajomymi i sąsiadami na zabawie sylwestrowej w naszej wiejskiej remizie. Znajomi mieli przyjechać jutro, ale z powodów rodzinnych przyjadą w środę. Ja mam od jutra urlop. Mam więc 1 dzień więcej na przygotowanie się do przyjazdu znajomych ( zaopatrzenie lodówki, ugotowanie kilku potraw). Jutro też jadę w poszukiwaniu sukienki na bal.
*****************************************************************
Wyjazd na narty zaliczam do udanych. Pogoda nam dopisała: 4 z 5 dni słoneczne, a w ten 1 dzień padał śnieg. Warunki narciarskie dobre, biorąc pod uwagę zupełny bark śniegu w dolinach. Niestety popołudniami/wieczorami pracowałam, bo 2 projekty jeszcze były w toku.
Codziennie wieczorami korzystaliśmy z sauny i strefy relaksu. Super:-)
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W niedzielę po przyjeździe do Austrii poszliśmy z Mężem na piwo. Rozmawialiśmy o mojej pracy i jej zmianie. I Mąż podzielił się ze mną swoimi wewnętrznymi rozterkami. Miał łzy w oczach. Ja też.
Jest strasznie zamknięty w sobie. Nic nie mówił, że nie chciał mi dokładać kłopotów. A przecież żona od tego jest, żeby się z nią dzielić takimi rozterkami. Nie wiem, z czego wynika jego zamknięcie w sobie. Może w domu się nauczył, że nie warto szczerze rozmawiać o swoich uczuciach, rozterkach, bo nie znajdzie się zrozumienia, tylko krytykę?
Zawsze mnie zaskakuje takim wyznaniami. Na co dzień nic na te tematy nie mówi, nawet w formie żartu. Nic się nie da wyczytać między słowami.
####################################################################
Święta minęły w gronie rodzinnym. Wigilia była generalnie OK; chociaż po powrocie od szwagierki złapałam max doła, tak że do 24 ryczałam w poduszkę mają zupełnie czarne myśli i nie widząc sensu dalszego życia. oczywiście przez noc prawie mi przeszło. Martwię się o siebie.
Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy w domu we własnym towarzystwie; w drugi cała rodzinka zjechała do nas na obiad. Było całkiem miło.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
czwartek, 10 grudnia 2015
ŚRODA 10 grudnia 2015 z Wrocławia
Od wczoraj jestem we Wrocławiu w sprawach zawodowych. Jutro firmowa wigilia i powrót do domu. W sobotę pakowanie i w niedzielę wyjazd na narty.
Szkolenie przeprowadzone. Skończyłam przed 16 więc ze spokojem zdążyłam na Jarmark Bożonarodzeniowy. Liczyłam, że będą szydełkowe bomb, ale nic z tego. Wypiłam dwa grzańce: świątecznego i malinowego. W międzyczasie się ściemniło więc choinkę zobaczyłam w pełnej okazałości. Kupiłam torbę na zakupy i wróciłam do hotelu.
To tyle.
Szkolenie przeprowadzone. Skończyłam przed 16 więc ze spokojem zdążyłam na Jarmark Bożonarodzeniowy. Liczyłam, że będą szydełkowe bomb, ale nic z tego. Wypiłam dwa grzańce: świątecznego i malinowego. W międzyczasie się ściemniło więc choinkę zobaczyłam w pełnej okazałości. Kupiłam torbę na zakupy i wróciłam do hotelu.
To tyle.
wtorek, 1 grudnia 2015
WTOREK 1 grudnia 2015
No tak to już ostatnia prosta do końca roku. Trzydzieści ostatnich dni. Noto mocne postanowienie:
--------------------------------------------------------------
Dziś prawie cały dzień w pracy stresowałam się tym, że nie wszystko jest skończone i tyle kwestii jest w toku. I była zła na ludzi. Nie pomyślałam, że oni nie robią tego złośliwie, ale po prostu nie dało się? Może tylko mi się wydaje, że można było skończyć?
To są chwile, w których mam ochotę to wszystko rzucić. Od razu pojawia się pytanie: jakie TO? I czy TO zniknie? A może będzie ze mną zawsze to bo TO to część mnie?
Nie jest lekko.
Nadal mam wrażenie, że żyję w jakimś matrixie, gdzie nie mam mnie. Ale nie wiem, kto to jest ta JA?
- przeżyć na wesoło te 30 dni
- codziennie zrobić sobie przyjemność.
--------------------------------------------------------------
Dziś prawie cały dzień w pracy stresowałam się tym, że nie wszystko jest skończone i tyle kwestii jest w toku. I była zła na ludzi. Nie pomyślałam, że oni nie robią tego złośliwie, ale po prostu nie dało się? Może tylko mi się wydaje, że można było skończyć?
To są chwile, w których mam ochotę to wszystko rzucić. Od razu pojawia się pytanie: jakie TO? I czy TO zniknie? A może będzie ze mną zawsze to bo TO to część mnie?
Nie jest lekko.
Nadal mam wrażenie, że żyję w jakimś matrixie, gdzie nie mam mnie. Ale nie wiem, kto to jest ta JA?
środa, 25 listopada 2015
Środa, 25 listopada 2015 WAKE AWAY
Wczoraj cudowny wieczór, pełen dynamicznej muzyki. Na scenie zespół WAKE AWAY. I kolejne WIELKIE WOW!!!
Po pierwsze: Panowie są z Katowic; zaczynali 30 lat temu na Krasińskiego czyli są po prostu nasi :-)
Po drugie: widać było, że Panowie mają wielką radość ze wspólnego grania.
Po trzecie: muzyka !!! To był mój pierwszy raz z zespołem. Nie przesłuchiwałam wcześniej tego, co jest dostępne w Internecie więc nie wiedziałam czego się spodziewać.
I było SUPER.
Oczywiście sala była pełna. Schody też. Przekrój wiekowy od 10 lat w górę.
A teraz w drodze do Wrocławia relacja z koncertu ZAZ w Trójce.
Poza tym codzienność. Staram się świadomie zarządzać emocjami, czasem.... ale to trudne. Tym nie mniej ćwiczę się.
W drodze zamówione książki Agnieszki Maciąg "Magia Świąt" oraz "Smak szczęścia".
Na weekend powinnam mieć obydwie. A że za miesiąc Święta to najwyższa pora planować, uzupełniać zapasy, aby potem chwile przed nie musieć uczestniczyć w tym szaleństwie w sklepach.
Po pierwsze: Panowie są z Katowic; zaczynali 30 lat temu na Krasińskiego czyli są po prostu nasi :-)
Po drugie: widać było, że Panowie mają wielką radość ze wspólnego grania.
Po trzecie: muzyka !!! To był mój pierwszy raz z zespołem. Nie przesłuchiwałam wcześniej tego, co jest dostępne w Internecie więc nie wiedziałam czego się spodziewać.
I było SUPER.
Oczywiście sala była pełna. Schody też. Przekrój wiekowy od 10 lat w górę.
A teraz w drodze do Wrocławia relacja z koncertu ZAZ w Trójce.
Poza tym codzienność. Staram się świadomie zarządzać emocjami, czasem.... ale to trudne. Tym nie mniej ćwiczę się.
W drodze zamówione książki Agnieszki Maciąg "Magia Świąt" oraz "Smak szczęścia".
Na weekend powinnam mieć obydwie. A że za miesiąc Święta to najwyższa pora planować, uzupełniać zapasy, aby potem chwile przed nie musieć uczestniczyć w tym szaleństwie w sklepach.
środa, 11 listopada 2015
środa, 11 listopda 2015
Dziś dzień wolny. Pozwoliłam sobie na lenistwo: prawie cały dzień na kanapie najpierw z książką, potem drzemka, a potem trochę pracy. Po obiedzie jeszcze spacer po okolicy z Mężem. Myślałam, że skończę książkę o mindfullness, ale jeszcze trochę stron mi zostało.
Lubię takie spokojne dni, kiedy czas jakby zwolnił. Nigdzie się nie śpieszę, mam czas dla siebie, nie na obowiązki, nadrabianie zaległości, ale na przyjemności. Bardzo mi tego brakuje w obecnym życiu - mieć czas dla siebie, ale taki czas, który nie wiąże się ze świadomością, że aby go mieć musiałam odpuścić pewne obowiązki. Bo w takim przypadku zawsze mam w pamięci, że za chwilę te odłożone sprawy wrócą i mnie przygniotą. Brakuje mi czytania książek, emocji z tym związanych, świata wyobraźni. Mam stosik książek do przeczytania + 2 książki, które zaczęłam czytać, ale przerwałam czytanie. Nie wiem, czy będę mogła do nich tak po prostu wrócić i kontynuować czytanie. Być może będę musiała zacząć raz jeszcze, żeby połapać wszystkie wątki.
Jutro dzień roboczy czyli przyśpieszamy :-(
Ale to też może być dobry dzień, bo jest to też kolejny dzień MOJEGO ŻYCIA i ode mnie zależy, czy będę mogła go zaliczyć do udanych, czy też nie.
Lubię takie spokojne dni, kiedy czas jakby zwolnił. Nigdzie się nie śpieszę, mam czas dla siebie, nie na obowiązki, nadrabianie zaległości, ale na przyjemności. Bardzo mi tego brakuje w obecnym życiu - mieć czas dla siebie, ale taki czas, który nie wiąże się ze świadomością, że aby go mieć musiałam odpuścić pewne obowiązki. Bo w takim przypadku zawsze mam w pamięci, że za chwilę te odłożone sprawy wrócą i mnie przygniotą. Brakuje mi czytania książek, emocji z tym związanych, świata wyobraźni. Mam stosik książek do przeczytania + 2 książki, które zaczęłam czytać, ale przerwałam czytanie. Nie wiem, czy będę mogła do nich tak po prostu wrócić i kontynuować czytanie. Być może będę musiała zacząć raz jeszcze, żeby połapać wszystkie wątki.
Jutro dzień roboczy czyli przyśpieszamy :-(
Ale to też może być dobry dzień, bo jest to też kolejny dzień MOJEGO ŻYCIA i ode mnie zależy, czy będę mogła go zaliczyć do udanych, czy też nie.
wtorek, 6 października 2015
wtorek 6 października 2015
Kurczę pogubiłam się. Za bardzo przejmuję się tym wszystkim, a właściwie tym jednym. Czasami po prostu się nie da.
Miniony tydzień spędziliśmy z Berlinie na wycieczce zakładowej. Było całkiem miło - pomijając szczury, które widzieliśmy wieczorem przy Alexanderplatz. W sumie trudno dostrzec różnicę między częścią zachodnia a wschodnią.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Poczdam - bardzo urocze miasto. Na pewno warto do niego wrócić.
Miniony tydzień spędziliśmy z Berlinie na wycieczce zakładowej. Było całkiem miło - pomijając szczury, które widzieliśmy wieczorem przy Alexanderplatz. W sumie trudno dostrzec różnicę między częścią zachodnia a wschodnią.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Poczdam - bardzo urocze miasto. Na pewno warto do niego wrócić.
wtorek, 21 lipca 2015
wtorek 21 lipca 2015 Polska z pociągu TLK (i nie będzie o PKP)
Po raz pierwszy świadomie zobaczyłam widok na Opole przy wjeździe pociągiem od strony Wrocławia: wieże (chyba z dwóch kościołów): jedna czerwona z cegły; druga jasna. Do tego Odra i most, którym jadąc samochodem wjeżdża się do centrum, stara wieża ciśnień. A za drzewami ukryta jest festiwalowa scena. Kiedyś bywałam w tym mieście zawodowo. Ale powinnam wrócić turystycznie. Może z Mężem pociągiem PKP?
Za to w Gliwicach dworzec i perony zniknęły -trwa generalny remont. Z konstrukcji zadaszenia nad peronami zanosi się na całkiem ładną aranżację.
Z powodu choroby bliźniaki nie przyjadą. Mam więc wolny weekend i nie ma wymówki od umycia okien. Straszny Projekt nie chce się skończyć!!! Musze mocno zacisnąć pośladki - może ten pierwszy etap zakończy się przed weekendem ?
W niedzielę na obiad Mąż zrobił ośmiornicę kupioną w Biedronce - wyszła wyśmienita. To chyba będzie danie główne tego lata na naszym stole.
O urlopie napisze w następnym wpisie.
Za to w Gliwicach dworzec i perony zniknęły -trwa generalny remont. Z konstrukcji zadaszenia nad peronami zanosi się na całkiem ładną aranżację.
Z powodu choroby bliźniaki nie przyjadą. Mam więc wolny weekend i nie ma wymówki od umycia okien. Straszny Projekt nie chce się skończyć!!! Musze mocno zacisnąć pośladki - może ten pierwszy etap zakończy się przed weekendem ?
W niedzielę na obiad Mąż zrobił ośmiornicę kupioną w Biedronce - wyszła wyśmienita. To chyba będzie danie główne tego lata na naszym stole.
O urlopie napisze w następnym wpisie.
wtorek, 30 czerwca 2015
wtorek 30 czerwca 2015
W sobotę pobudka o 5 rano, bo odwoziłam Męża na pociąg na Gdyni. Jechał pendolino - 6,5 godziny z południa Polski więc całkiem znośnie. Z portu wyruszyli z opóźnieniem 11-godzinnym czyli w sobotę o 4 rano. Mąż jeszcze nie dzwonił więc ciągle płyną - na mapie AIS ich nie widać ze względu na brak zasięgu. Mam nadzieję, że dziś znajdą w zasięgu urządzeń GPS i będę mogła na mapie AIS zobaczyć, że płyną.
Ja sobotę spędziłam w pracy. Potem przywiozłam mamę i ogarniałam chatkę. Obejrzałyśmy 1 z 3 wypożyczonych filmów "Grace- księżna Monaco". Całkiem przyjemny film. A potem zmiana klimatu - oglądałam 2 część Kill Bill. Jakoś do tej pory nie miałam okazji obejrzeć tego filmu (część 1 oglądałam w poprzednią sobotę). Przy okazji poprasowałam resztę zaległości.
W niedzielę pogoda nas nie rozpieszczała więc siedziałyśmy z mamą w domu. Ja miałam trochę pracy papierkowej, mama gotowała obiad. Potem drzemka i 2 z wypożyczonych filmów pt. "Fenomen Filomeny". Bardzo dobry film, wiele ważnych wątków.
Od poniedziałku w pracy. Jak to zwykle jest przed urlopem wszystko zwala się naraz. Trzeba po kolei mierzyć się z zadaniami, ustalać priorytety.
Dziś piękny poranek. Zmobilizowałam się i wstałam o 5:30 więc jestem w pracy wcześniej niż zazwyczaj i mam chwilę na ten wpis.
Siostra zapowiedziała się na kilka dni - chce się poopalać, no i mama nie będzie sama w tym czasie, gdy jestem w pracy.
Ja sobotę spędziłam w pracy. Potem przywiozłam mamę i ogarniałam chatkę. Obejrzałyśmy 1 z 3 wypożyczonych filmów "Grace- księżna Monaco". Całkiem przyjemny film. A potem zmiana klimatu - oglądałam 2 część Kill Bill. Jakoś do tej pory nie miałam okazji obejrzeć tego filmu (część 1 oglądałam w poprzednią sobotę). Przy okazji poprasowałam resztę zaległości.
W niedzielę pogoda nas nie rozpieszczała więc siedziałyśmy z mamą w domu. Ja miałam trochę pracy papierkowej, mama gotowała obiad. Potem drzemka i 2 z wypożyczonych filmów pt. "Fenomen Filomeny". Bardzo dobry film, wiele ważnych wątków.
Od poniedziałku w pracy. Jak to zwykle jest przed urlopem wszystko zwala się naraz. Trzeba po kolei mierzyć się z zadaniami, ustalać priorytety.
Dziś piękny poranek. Zmobilizowałam się i wstałam o 5:30 więc jestem w pracy wcześniej niż zazwyczaj i mam chwilę na ten wpis.
Siostra zapowiedziała się na kilka dni - chce się poopalać, no i mama nie będzie sama w tym czasie, gdy jestem w pracy.
sobota, 27 czerwca 2015
cytaty [2]
JEŚLI FAKTYCZNIE CHCESZ COŚ ZROBIĆ - ZNAJDZIESZ SPOSÓB
JESLI NIE - ZNAJDZIESZ WYMÓWKĘ
za https://www.facebook.com/ManufakturaRadosci/photos/pb.138225489584201.-2207520000.1435384520./886493194757423/?type=1&theater
Nie masz czasu na opiekę starą matką? A ona miała czas, żeby Cię urodzić!
moja parafraza z wywiadu z Ewą Minge- przeczytane o fryzjera
piątek, 26 czerwca 2015
piatek 26 czerwca 2015 kilka cytatów
Od poniedziałku kilka mądrych zdań przeczytałam.
W "Zwierciadle":"Moje ciało(...) łączy mnie z całym wszechświatem. (...) To nie jest coś mi dane, obiekt, przedmiot. Jestem ciałem. Jestem naturą. (..) Cudownym kosmicznym przejawem życia".
Gdzieś w sieci: Życie dostaliśmy w leasing.
Mąż ma od poniedziałku urlop, ja zaczynam tydzień później. Postanowił pojechać na Bałtyk i pożeglować. W tym roku nie będzie żeglarskich wakacji w ciepłych krajach, bo po operacji nie mogę i jeszcze fizycznie się nie nadaję. A Mąż jest stworzeniem wodnym więc to dobra okazja. Teściowa oczywiście nie rozumie, jak Mąż może jechać beze mnie. Ale to jej problem. Na ten czas moja mama przyjedzie do mnie, a ja będę organizować nam wspólny urlop.
W pracy jakoś się toczy ale na duży projekt brakuje mi czasu. Jutro pójdę do pracy ( i tak będę w K. bo odwożę Męża na pociąg ) to powinnam podgonić.
Zdecydowanie lepiej się czuję rano, mam więcej sił, jak idę spać przed 23, a nie po 24. Musze taki zwyczaj wprowadzić w wakacje. Chociaż chciałabym wówczas wstawać wcześniej czyli o 5 rano, a nie 6-6:30. Póki co jest to trudne.
Trzecia dawka szczepienia pko WZW B załatwiona. Teraz 5 lat spokoju.
Dziś zakończenie roku szkolnego więc samochodów w mieście będzie mniej.
W "Zwierciadle":"Moje ciało(...) łączy mnie z całym wszechświatem. (...) To nie jest coś mi dane, obiekt, przedmiot. Jestem ciałem. Jestem naturą. (..) Cudownym kosmicznym przejawem życia".
Gdzieś w sieci: Życie dostaliśmy w leasing.
Mąż ma od poniedziałku urlop, ja zaczynam tydzień później. Postanowił pojechać na Bałtyk i pożeglować. W tym roku nie będzie żeglarskich wakacji w ciepłych krajach, bo po operacji nie mogę i jeszcze fizycznie się nie nadaję. A Mąż jest stworzeniem wodnym więc to dobra okazja. Teściowa oczywiście nie rozumie, jak Mąż może jechać beze mnie. Ale to jej problem. Na ten czas moja mama przyjedzie do mnie, a ja będę organizować nam wspólny urlop.
W pracy jakoś się toczy ale na duży projekt brakuje mi czasu. Jutro pójdę do pracy ( i tak będę w K. bo odwożę Męża na pociąg ) to powinnam podgonić.
Zdecydowanie lepiej się czuję rano, mam więcej sił, jak idę spać przed 23, a nie po 24. Musze taki zwyczaj wprowadzić w wakacje. Chociaż chciałabym wówczas wstawać wcześniej czyli o 5 rano, a nie 6-6:30. Póki co jest to trudne.
Trzecia dawka szczepienia pko WZW B załatwiona. Teraz 5 lat spokoju.
Dziś zakończenie roku szkolnego więc samochodów w mieście będzie mniej.
poniedziałek, 22 czerwca 2015
poniedziałek 22 czerwca 2015 pierwszy weekend lata za nami
Dziś po raz pierwszy idę do pracy po L4. 3 czerwca miałam pierwszy w życiu zabieg chirurgiczny - usunięto mi pęcherzyk żółciowy. Do formy doszłam szybko, bo zabieg wykonano laparoskopem i rany szybko się zagoiły ( 4 małe cięcia). Ale pozostaje dieta i unikanie tłustych pokarmów oraz alkoholu. Również kawę pije w wersji light tzn. rozcieńczoną wodą w 1:3. Musze przyznać, że nawet mi smakuje.
Pogoda nas nie rozpieszcza, a szkoda, bo przy takich długich dniach można by wieczory spędzać na tarasie przy dobrym winku (Mąż, ja z herbata :-) albo z książką.
W sobotę rozpoczęliśmy sezon przetworów AD 2015: pierwsze dżemy truskawkowe już są na strychu. Następne będą dżemy truskawka + agrest - czekamy, aż dojrzeje, co przy tej pogodzie szybko nie nastąpi. W końcu upiekłam rogaliki drożdżowe z serem i naszymi powidłami - miałam to ochotę przez cały rok, ale zawsze brakowało czasu. Na dziś więcej niż połowa została już zjedzona:-) Wieczorem ( o 21) byliśmy na filharmonii na koncercie tematycznie związanym z nocą świętojańską. Koncert był nietypowe z 2 powodów: późna pora oraz jak się w trakcie okazało wymagał aktywności publiczności, co na tego rodzaju koncertach się nie zdarza. Muzycznie było OK: trochę muzyki klasycznej i współczesne, 2 ciekawe nowe aranżacje.
Przez to wszystko dom został nieogarnięty - zostało to nam na niedzielę. W niedziele tez kontynuowałam prasowanie - nazbierało się spora kupka. Zostały mi jeszcze pościele - może w tym tygodniu dam radę je wyprasować.
Niedziela w domu, bo pogoda była typowo marcowo-kwietnio: raz słońce, raz deszcz. Dopiero wieczorem się rozchmurzyło i poszliśmy na spacer.
Zauważyłam, że ostatnio pogoda poprawia się w niedziele wieczorem (niestety).
W piątek w drodze na zakupy wstąpiliśmy do biblioteki oddać moje audiobooka. Po cichu pomyślałam, że może będzie już na audiobooka nowa książka Joanny Bator "Wyspa łza" lub książka. Audiobooka nie było, ale tuż przed wyjściem z biblioteki spojrzałam na półkę z książkami nowościami i "Wyspa łza" tam była :-) Wypożyczyłam - mimo, że aktualnie czytam cos innego - nie mogłam się oprzeć. I powoli przed snem czytam. To będzie pierwsza książka Pani Bator, która przeczytam; pozostałe przesłuchałam w aucie.
Plany na dziś: praca max 8-8,5 godziny. Po południu muszę zrobić porządek w starych gazetach - jutro wywożą śmieci papierowe.
Pogoda nas nie rozpieszcza, a szkoda, bo przy takich długich dniach można by wieczory spędzać na tarasie przy dobrym winku (Mąż, ja z herbata :-) albo z książką.
W sobotę rozpoczęliśmy sezon przetworów AD 2015: pierwsze dżemy truskawkowe już są na strychu. Następne będą dżemy truskawka + agrest - czekamy, aż dojrzeje, co przy tej pogodzie szybko nie nastąpi. W końcu upiekłam rogaliki drożdżowe z serem i naszymi powidłami - miałam to ochotę przez cały rok, ale zawsze brakowało czasu. Na dziś więcej niż połowa została już zjedzona:-) Wieczorem ( o 21) byliśmy na filharmonii na koncercie tematycznie związanym z nocą świętojańską. Koncert był nietypowe z 2 powodów: późna pora oraz jak się w trakcie okazało wymagał aktywności publiczności, co na tego rodzaju koncertach się nie zdarza. Muzycznie było OK: trochę muzyki klasycznej i współczesne, 2 ciekawe nowe aranżacje.
Przez to wszystko dom został nieogarnięty - zostało to nam na niedzielę. W niedziele tez kontynuowałam prasowanie - nazbierało się spora kupka. Zostały mi jeszcze pościele - może w tym tygodniu dam radę je wyprasować.
Niedziela w domu, bo pogoda była typowo marcowo-kwietnio: raz słońce, raz deszcz. Dopiero wieczorem się rozchmurzyło i poszliśmy na spacer.
Zauważyłam, że ostatnio pogoda poprawia się w niedziele wieczorem (niestety).
W piątek w drodze na zakupy wstąpiliśmy do biblioteki oddać moje audiobooka. Po cichu pomyślałam, że może będzie już na audiobooka nowa książka Joanny Bator "Wyspa łza" lub książka. Audiobooka nie było, ale tuż przed wyjściem z biblioteki spojrzałam na półkę z książkami nowościami i "Wyspa łza" tam była :-) Wypożyczyłam - mimo, że aktualnie czytam cos innego - nie mogłam się oprzeć. I powoli przed snem czytam. To będzie pierwsza książka Pani Bator, która przeczytam; pozostałe przesłuchałam w aucie.
Plany na dziś: praca max 8-8,5 godziny. Po południu muszę zrobić porządek w starych gazetach - jutro wywożą śmieci papierowe.
piątek, 22 maja 2015
22 maja 2015 piatek
Wczoraj udany dzień: rano spotkanie biznesowe w kameralnym gronie i miłym otoczeniu. Miało być o biznesie, a było o Sokratesie, człowieku Renesansu. Mój Boże - czułam, że neurony zaczynają szybciej krążyć w moim mózgu. Potem praca w biurze - też byłam zadowolona z tego, co zrobiłam. Musiałam się odizolować od zespołu, żeby spokojnie popracować. Wiem, że pytania kierowane do mnie wynikają z tego, że jestem ich Szefową, ale przy moim obecnym stanie bardzo mnie to irytuje. Doszłam tez do wniosku, że jednak rutyna w mojej pracy występuję, mimo tego, że co tydzień pracujemy dla kolejnego klienta. Jednak powtarzalność istnieje i nie stanowi ona dla mnie wyzwania. A mimo tego potrafię się irytować tą częścią pracy. A przecież to jak mycie zębów - automatyczne czynności, powtarzalne.
Nadal nie odebrałam nowej maty do jogi. Zrobię to w przyszłym tygodniu.
Dziś pracuje w domu i odbieram tylko ważne telefony. Pracuję intensywnie.
Wieczorem koncert w naszej ulubionej sali koncertowej.
Nadal nie odebrałam nowej maty do jogi. Zrobię to w przyszłym tygodniu.
Dziś pracuje w domu i odbieram tylko ważne telefony. Pracuję intensywnie.
Wieczorem koncert w naszej ulubionej sali koncertowej.
wtorek, 19 maja 2015
19 maja 2015 wtorek
Od wczoraj wieczorem jestem w centrali w Poznaniu. Dziś pierwszy dzień narad. Całkiem sprawnie nam poszło - skończyliśmy przed czasem. Pogoda wiosenna - nie chciało mi się wracać do hotelu.
Coraz bardziej odpowiada mi taki typ pracy, bo to wymaga "ruszenia" szarymi komórkami. Nie bagatelną zaletą jest brak podwładnych, którzy często nie spełniają oczekiwań. Bo to mnie bardzo denerwuje, mimo iż wiem, że wobec podwładnych oczekiwań mieć nie powinnam.
Teraz uświadomiłam sobie, że pozbyłam się oczekiwań wobec Męża w pewnych tematach, co znacznie ułatwiło mi funkcjonowanie w małżeństwie i zaoszczędziło mi wielu rozczarowań. Powinnam to przenieść na życie zawodowe. Tylko w jakich obszarach mam to zrobić?
Coraz bardziej odpowiada mi taki typ pracy, bo to wymaga "ruszenia" szarymi komórkami. Nie bagatelną zaletą jest brak podwładnych, którzy często nie spełniają oczekiwań. Bo to mnie bardzo denerwuje, mimo iż wiem, że wobec podwładnych oczekiwań mieć nie powinnam.
Teraz uświadomiłam sobie, że pozbyłam się oczekiwań wobec Męża w pewnych tematach, co znacznie ułatwiło mi funkcjonowanie w małżeństwie i zaoszczędziło mi wielu rozczarowań. Powinnam to przenieść na życie zawodowe. Tylko w jakich obszarach mam to zrobić?
środa, 13 maja 2015
Wtorek/środa 12/13 maja 2014
Jest godzina 23:56 więc post opublikuję już13 maja.
Tydzień zaczęłam można by rzec szczęśliwa. Co było tego powodem nie wiem. Może niedziela bez stresu, problemów ze zdrowiem? Może poczucie zrealizowania planów?
W poniedziałek po raz pierwszy skorzystałam z masażu techniką Bowena. Efekt był taki, że o 21 już spałam. Nie wiem, czy mi pomogło. Raczej czułam się gorzej niż przed.
Dziś po południu konferencja biznesowa więc do domu wróciłam o 23. Teraz staram się wyciszyć, żeby za chwilę spokojnie zasnąć.
Dzisiejsze dobroci:
- dostałam odpowiedz na moje wątpliwości merytoryczne w pracy czyli wiem dokąd mam iść
- spotkałam 2 byłe klientki, z którymi bardzo miło porozmawiałyśmy; z niektórymi ludźmi łapie się "chemię" od razu
Dzisiejsze smutki:
- nadal denerwują mnie moi podwładni
- męczą mnie zadawane przez nich pytania "jak to zrobić", "nie rozumiem", "nie umiem"; może jestem negatywnie nastawiona, ale czasami mogliby się trochę wysilić i coś wymyśleć; gdybym chciała odpowiadać na ich pytania to nie innego mogłabym nie zrobić; tylko czy ja czasami źle pojmuje moją rolę? może chodzi bardziej o to, żeby ich nakierować na właściwy trop, a nie szukać odpowiedzi za nich, co mi się bardzo często zdarza?
- zmęczona pytaniami zdenerwowałam się i potem znowu miałam niewielkie bóle w klatce piersiowej czyli pełen dyskomfort
- ze smutkiem przyjęłam emaila od kolegi z uwagami nt, naszej pracy, bo co najmniej połowy z nich nie powinno być ( takie jest moje oczekiwanie/przekonanie - pytanie czy słusznie?) Mnie byłoby wstyd. Ale nie mogę innych oceniać moją miarą, bo ona nie koniecznie pasuje do innych.
A teraz mówię DOBRANOC :-)
Tydzień zaczęłam można by rzec szczęśliwa. Co było tego powodem nie wiem. Może niedziela bez stresu, problemów ze zdrowiem? Może poczucie zrealizowania planów?
W poniedziałek po raz pierwszy skorzystałam z masażu techniką Bowena. Efekt był taki, że o 21 już spałam. Nie wiem, czy mi pomogło. Raczej czułam się gorzej niż przed.
Dziś po południu konferencja biznesowa więc do domu wróciłam o 23. Teraz staram się wyciszyć, żeby za chwilę spokojnie zasnąć.
Dzisiejsze dobroci:
- dostałam odpowiedz na moje wątpliwości merytoryczne w pracy czyli wiem dokąd mam iść
- spotkałam 2 byłe klientki, z którymi bardzo miło porozmawiałyśmy; z niektórymi ludźmi łapie się "chemię" od razu
Dzisiejsze smutki:
- nadal denerwują mnie moi podwładni
- męczą mnie zadawane przez nich pytania "jak to zrobić", "nie rozumiem", "nie umiem"; może jestem negatywnie nastawiona, ale czasami mogliby się trochę wysilić i coś wymyśleć; gdybym chciała odpowiadać na ich pytania to nie innego mogłabym nie zrobić; tylko czy ja czasami źle pojmuje moją rolę? może chodzi bardziej o to, żeby ich nakierować na właściwy trop, a nie szukać odpowiedzi za nich, co mi się bardzo często zdarza?
- zmęczona pytaniami zdenerwowałam się i potem znowu miałam niewielkie bóle w klatce piersiowej czyli pełen dyskomfort
- ze smutkiem przyjęłam emaila od kolegi z uwagami nt, naszej pracy, bo co najmniej połowy z nich nie powinno być ( takie jest moje oczekiwanie/przekonanie - pytanie czy słusznie?) Mnie byłoby wstyd. Ale nie mogę innych oceniać moją miarą, bo ona nie koniecznie pasuje do innych.
A teraz mówię DOBRANOC :-)
piątek, 8 maja 2015
8 maja 2015 rano
Ranek witam w Kielcach. Jestem tu z powodu klienta który obchodził okrągłą rocznice istnienia swojego biznesu. Bardzo miłe spotkanie - potrafił zgromadzić wokół siebie bardzo dobra kadrę.
Nadal towarzyszy mi lęk/stres...... Po prostu jest tego wszystkie bardzo dużo i mimo, że wydaje mi się, że się tym nie stresuję to chyba to robię gdzieś w podświadomości. Myślę, że nadeszła pora na psychiatrę. Coś z tym muszę zrobić.
Nadal towarzyszy mi lęk/stres...... Po prostu jest tego wszystkie bardzo dużo i mimo, że wydaje mi się, że się tym nie stresuję to chyba to robię gdzieś w podświadomości. Myślę, że nadeszła pora na psychiatrę. Coś z tym muszę zrobić.
środa, 6 maja 2015
5 maja 2015
Powrót do pracy zaczął się od trzęsienia ziemi. Zapomniałam, że zaproponowałam spotkanie klientowi na 5 maja. I o 8:20 odczytałam emaila z odpowiedzią, że zapraszają mnie na spotkanie na 8:30. Na szczęście był to klient z mojego miasta więc dojazd zajął mi 20 minut. Samo spotkanie bardzo przyjemne - klient zadowolony z usługi, mimo, że trochę zmęczony.
Dobrze poczułam się po tym spotkaniu: powiedzmy, że pozytywnie i w dobrym nastroju.
Potem znowu dopadł mnie stres, bo liczba tematów jest ogromna i do tego tych ogromnych jest dużo. Skończyło się tabletką.
Dzień pracy skończyłam z uczuciem gniewu i złości. Tylko nie wiem, co mnie zagniewało.
Wieczorem pojechaliśmy z Mężem na koncert jazzu - grało Laboratorium - zespół z ponad 40-letnią historią. Bardzo ciekawy koncert. na widowni zarówno młodzież, jak i starsze osoby (fani zespołu w czasach ich młodości).
W domu na chwilę załączyliśmy TV licząc na końcówkę debaty prezydenckiej, ale ta już się skończyła. Mogliśmy tylko wysłuchać komentarzy dziennikarzy. Obydwoje z mężem mamy swoich kandydatów, ale z ciekawości chciałam posłuchać co mają do powiedzenia pozostali kandydaci i kandydatka. Po komentarzach dziennikarzy wnioskuję, że było tak jak się spodziewałam: w tak licznym gronie i krótkim czasie nie było mowy o merytorycznej dyskusji. Tylko autoprezentacja czyli to samo, co jest w spotach wyborczych.
A dziś kolejny dzień pracy.
Dobrze poczułam się po tym spotkaniu: powiedzmy, że pozytywnie i w dobrym nastroju.
Potem znowu dopadł mnie stres, bo liczba tematów jest ogromna i do tego tych ogromnych jest dużo. Skończyło się tabletką.
Dzień pracy skończyłam z uczuciem gniewu i złości. Tylko nie wiem, co mnie zagniewało.
Wieczorem pojechaliśmy z Mężem na koncert jazzu - grało Laboratorium - zespół z ponad 40-letnią historią. Bardzo ciekawy koncert. na widowni zarówno młodzież, jak i starsze osoby (fani zespołu w czasach ich młodości).
W domu na chwilę załączyliśmy TV licząc na końcówkę debaty prezydenckiej, ale ta już się skończyła. Mogliśmy tylko wysłuchać komentarzy dziennikarzy. Obydwoje z mężem mamy swoich kandydatów, ale z ciekawości chciałam posłuchać co mają do powiedzenia pozostali kandydaci i kandydatka. Po komentarzach dziennikarzy wnioskuję, że było tak jak się spodziewałam: w tak licznym gronie i krótkim czasie nie było mowy o merytorycznej dyskusji. Tylko autoprezentacja czyli to samo, co jest w spotach wyborczych.
A dziś kolejny dzień pracy.
poniedziałek, 4 maja 2015
4.05.2015 emocje majowego weekendu
Ciągle jestem poddenerwowana. Puls w normie, ciśnienie też. Czyli jakiś STRES siedzi we mnie.
26 kwietnia 2015
Nie wszystko miałam pod kontrolą tak jak mi się wydawało.
Mam nadzieję, że skutki można wyeliminować lub istotnie ograniczyć.
Mam nadzieję, że skutki można wyeliminować lub istotnie ograniczyć.
4 maja 2015
Dziś urlop. W ten sposób przedłużyłam sobie weekend majowy. Dzień spędziłam pracując, ale pracowałam dla siebie nie dla korpo.
Staram się dostrzegać emocje jakie towarzyszą mi w ciągu dnia. Dziś były raczej jednostajne tj. strach przed chorobą, lęk, niepokój.
Zdarzyły się też miłe chwile z Mężem, kiedy poczułam się spokojnie i wyciszona jeśli chodzi o moje lęki/strachy.
Spróbowałam kawy 5 przemian wg przepisu Agnieszki Maciąg. Wymaga trochę zachodu ta kawa, ale jest bardzo dobra.
Chciałabym odbyć medytację, ale chyba już nie dam rady, bo od 6 minut powinnam spać.
Mimo, że piszę na notebooku korpo nie otwieram poczty. Zrobię to jutro rano. Moje odpowiedzi wysłane dziś nic nie zmienią.
Staram się dostrzegać emocje jakie towarzyszą mi w ciągu dnia. Dziś były raczej jednostajne tj. strach przed chorobą, lęk, niepokój.
Zdarzyły się też miłe chwile z Mężem, kiedy poczułam się spokojnie i wyciszona jeśli chodzi o moje lęki/strachy.
Spróbowałam kawy 5 przemian wg przepisu Agnieszki Maciąg. Wymaga trochę zachodu ta kawa, ale jest bardzo dobra.
Chciałabym odbyć medytację, ale chyba już nie dam rady, bo od 6 minut powinnam spać.
Mimo, że piszę na notebooku korpo nie otwieram poczty. Zrobię to jutro rano. Moje odpowiedzi wysłane dziś nic nie zmienią.
czwartek, 29 stycznia 2015
29 stycznia 2015 czwartek
Mija pierwszy miesiąc AD 2015. Codzienne pisanie dziennik wymaga dużej systematyczności do której trudno mi się zmusić. Minęło 25 dni z których niewiele pamiętam. Większość z nich zlewa mi się w całość - jednolitą masę. Tylko kilka wyróżnia się:
> pewnego piątkowego wieczoru poszliśmy z mężem na basen - w wodzie cudowne uczucie lekkości; wszystko wydaje się możliwe !
> kupiliśmy już prezent rodzicom na Dzień Matki i Dzień Ojca ; bilety na koncerty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki więc trzeba w dużym wyprzedzeniem planować wyjścia koncertowe; koncert jest o godz. 12 w pewną majową niedzielę.. po koncercie weźmiemy rodziców na obiad
> pewien sobotni wieczór spontanicznie spędziliśmy u sąsiadów
> w pewien czwartkowy wieczór przypadkowo trafiłam na kolędę u sąsiadów - pod koniec czerwca w naszej wiejskiej parafii kilka ciekawych koncertów z okazji 790-lecia parafii; jak zwykle okazuje się że świat jest mały: zespół z Gorzowa a okazuje się, że wokalista ma rodzinę w naszej parafialnej wsi :-)
> w pracy dostała awans - nie potrzebowałam go; ale poczułam się miło:-)
> w końcu wizyta u Pani coach: znowu uświadomiła mi, jak bardzo opieram się na przekonaniach, których nie sprawdzam, a to powoduje koszty:-( grudzień wyraźnie mi to pokazał. Cały miesiąc czułam, że coś jest nie tak a jednak nie potrafiłam nic z tym zrobić;
> UŚWIADOMIŁAM SOBIE, ŻE CIĄGLE MYŚLĘ O PRACY I PRZEZ TO NIE POTRAFIĘ POCZUĆ INNEGO ŻYCIA. DLATEGO POSTANOWIŁAM ŚWIADOMIE ĆWICZYĆ UWAŻNOŚĆ NP. myjąc zęby myślę o zębach i o tym, co myję; skupiam się na samej czynności mycia. Nie jest to proste to "pracowe" myśli łomoczą i domagają się uwagi. Zdecydowanie im odmawiam. Ale jest to bardzo trudne !!!
> dziś zmarł Jan :"Kyks" Skrzek (61lat) - znany bluesman ze Śląska; a jeszcze latem byliśmy na jego koncercie. Tak - nie wolno w życiu nic odkładać na potem, bo ono może nie nadejść.
> pewnego piątkowego wieczoru poszliśmy z mężem na basen - w wodzie cudowne uczucie lekkości; wszystko wydaje się możliwe !
> kupiliśmy już prezent rodzicom na Dzień Matki i Dzień Ojca ; bilety na koncerty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki więc trzeba w dużym wyprzedzeniem planować wyjścia koncertowe; koncert jest o godz. 12 w pewną majową niedzielę.. po koncercie weźmiemy rodziców na obiad
> pewien sobotni wieczór spontanicznie spędziliśmy u sąsiadów
> w pewien czwartkowy wieczór przypadkowo trafiłam na kolędę u sąsiadów - pod koniec czerwca w naszej wiejskiej parafii kilka ciekawych koncertów z okazji 790-lecia parafii; jak zwykle okazuje się że świat jest mały: zespół z Gorzowa a okazuje się, że wokalista ma rodzinę w naszej parafialnej wsi :-)
> w pracy dostała awans - nie potrzebowałam go; ale poczułam się miło:-)
> w końcu wizyta u Pani coach: znowu uświadomiła mi, jak bardzo opieram się na przekonaniach, których nie sprawdzam, a to powoduje koszty:-( grudzień wyraźnie mi to pokazał. Cały miesiąc czułam, że coś jest nie tak a jednak nie potrafiłam nic z tym zrobić;
> UŚWIADOMIŁAM SOBIE, ŻE CIĄGLE MYŚLĘ O PRACY I PRZEZ TO NIE POTRAFIĘ POCZUĆ INNEGO ŻYCIA. DLATEGO POSTANOWIŁAM ŚWIADOMIE ĆWICZYĆ UWAŻNOŚĆ NP. myjąc zęby myślę o zębach i o tym, co myję; skupiam się na samej czynności mycia. Nie jest to proste to "pracowe" myśli łomoczą i domagają się uwagi. Zdecydowanie im odmawiam. Ale jest to bardzo trudne !!!
> dziś zmarł Jan :"Kyks" Skrzek (61lat) - znany bluesman ze Śląska; a jeszcze latem byliśmy na jego koncercie. Tak - nie wolno w życiu nic odkładać na potem, bo ono może nie nadejść.
niedziela, 4 stycznia 2015
4 stycznia 2015 niedziela sylwestrowo-noworocznie
Jakoś bezboleśnie przeszłam zmianę 2014 na 2015. Chyba trochę na ten rok 2015 czekałam.
Ostanie dni robocze AD2014 tj.29 i 30 grudnia byłam w pracy. Planowałam nadrobić zaległości, ale bieżące sprawy na to nie pozwoliły. Do tego doszły przygotowania do wyjazdu sylwestrowo-noworocznego, w tym na przyjazd gości, którzy z nami na ten wyjazd się udali.
Od 31.12.2014 do 3.01.2015 byliśmy w górach i to naprawdę u góry - nie w pensjonacie w dolinie, lecz na górze. Ostanie 2-3 km prowadziły lasem, drogą szerokości 1 samochodu pod górkę i z ostrymi (ponad 180 stopni) zakrętami. Bez łańcuchów nie wjechalibyśmy. Razem z dziećmi nasza ekipa liczyła 14 osób więc robiliśmy dużo szumu. Poza nami były jeszcze 2 ekipy, ale mniej liczne.
Pogoda była słoneczna i mroźna. Jeszcze przed kolacją sylwestrową właściciele zrobili ognisko i pieczone kiełbaski.
Zabawę sylwestrowa zakończyliśmy ok. 5 rano. W zasadzie sala taneczna, która znajdowała się nad salą jadalną, w całości była nasza. Muzyka była puszczana z komputera przez co mieliśmy wpływ na to, przy czym się bawiliśmy,
1 stycznia 2015 zrobiliśmy sobie dwugodzinny spacer do pobliskiego schroniska. A popołudniu do sali tanecznej wrócił stół do ping-ponga oraz piłkarzyki i spędziliśmy je na sportowo. Ja w tym czasie odsypiałam zaległości. O 22 towarzystwo udało się na odsypianie sylwestrowego szaleństwa.
2 stycznia 2015 miał być kulig, ale ze względu na ocieplenie zmalała pokrywa śnieżna i został odwołany. Część z nas ponownie poszła na spacer, a część ( ta z dziećmi) wzięła je na narty na stok przy pensjonacie. Popołudniu nastąpił ciąg dalszy zajęć sportowych. Wieczór spędziliśmy na rozmowie przy dopijaniu pozostałych po sylwestrze alkoholi i szampanów, a potem na nieustannym śmiechu w kawałów opowiadanych przez towarzystwo, w szczególności jednego z naszych kolegów, który niewątpliwie na talent aktorsko-kabaretowy. Szczególnie wesołe były kobiety:-) A mężowie znosili to z godnością przejmując obowiązki uśpienia dzieci.
3 stycznia 2015 po śniadaniu wyjechaliśmy do domu po drodze odwiedzając I.
Dziś bez zajęć w kuchni, bo w lodówce i zamrażalce miałam zapas jedzenia ze świat, spokojnie spędziliśmy czas. Ja odbyłam maraton prasowania (3 godziny) po przed- i poświątecznych praniach. A żeby półka z rzeczami do prasowania nie była pusta wyprałam 4 kolejne pralki.
----------------------------------
Jutro do pracy i znowu dzień wolnego :-)
-----------------------------------------
Lista zaległych spraw nie skróciła się przez ten okres świąteczno-noworoczny. I to mnie martwi. Nie mam też chęci do nadrabiania zaległości wieczorami, po powrocie z pracy. Ale jakoś musze je ogarnąć, żeby w nowy sezon roboczy wejść z zamkniętymi tematami z 2014. Tylko nie wiem, jak mam się zmotywować?
Po wizycie u I. stwierdziłam, że straciłam równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Niby w weekendy nie pracuję wcześniej niż w niedzielę wieczorem, ale jakoś sprawy zawodowe siedzą w mojej głowie cały czas i nie umiem tego wyłączyć. Pewnie stąd też poczucie dużego nagromadzenia spraw i wrażenie przywalenia zadaniami "TO DO".
Czy jestem w stanie nad tym zapanować? Nie wiem. Ale tego właśnie -poza zdrowiem - życzę sobie na Nowy Rok:
* dystansu do tego co robię zawodowo,
** właściwych proporcji
*** aby koło życia było okrągłe, a nie kanciaste.
Ostanie dni robocze AD2014 tj.29 i 30 grudnia byłam w pracy. Planowałam nadrobić zaległości, ale bieżące sprawy na to nie pozwoliły. Do tego doszły przygotowania do wyjazdu sylwestrowo-noworocznego, w tym na przyjazd gości, którzy z nami na ten wyjazd się udali.
Od 31.12.2014 do 3.01.2015 byliśmy w górach i to naprawdę u góry - nie w pensjonacie w dolinie, lecz na górze. Ostanie 2-3 km prowadziły lasem, drogą szerokości 1 samochodu pod górkę i z ostrymi (ponad 180 stopni) zakrętami. Bez łańcuchów nie wjechalibyśmy. Razem z dziećmi nasza ekipa liczyła 14 osób więc robiliśmy dużo szumu. Poza nami były jeszcze 2 ekipy, ale mniej liczne.
Pogoda była słoneczna i mroźna. Jeszcze przed kolacją sylwestrową właściciele zrobili ognisko i pieczone kiełbaski.
Zabawę sylwestrowa zakończyliśmy ok. 5 rano. W zasadzie sala taneczna, która znajdowała się nad salą jadalną, w całości była nasza. Muzyka była puszczana z komputera przez co mieliśmy wpływ na to, przy czym się bawiliśmy,
1 stycznia 2015 zrobiliśmy sobie dwugodzinny spacer do pobliskiego schroniska. A popołudniu do sali tanecznej wrócił stół do ping-ponga oraz piłkarzyki i spędziliśmy je na sportowo. Ja w tym czasie odsypiałam zaległości. O 22 towarzystwo udało się na odsypianie sylwestrowego szaleństwa.
2 stycznia 2015 miał być kulig, ale ze względu na ocieplenie zmalała pokrywa śnieżna i został odwołany. Część z nas ponownie poszła na spacer, a część ( ta z dziećmi) wzięła je na narty na stok przy pensjonacie. Popołudniu nastąpił ciąg dalszy zajęć sportowych. Wieczór spędziliśmy na rozmowie przy dopijaniu pozostałych po sylwestrze alkoholi i szampanów, a potem na nieustannym śmiechu w kawałów opowiadanych przez towarzystwo, w szczególności jednego z naszych kolegów, który niewątpliwie na talent aktorsko-kabaretowy. Szczególnie wesołe były kobiety:-) A mężowie znosili to z godnością przejmując obowiązki uśpienia dzieci.
3 stycznia 2015 po śniadaniu wyjechaliśmy do domu po drodze odwiedzając I.
Dziś bez zajęć w kuchni, bo w lodówce i zamrażalce miałam zapas jedzenia ze świat, spokojnie spędziliśmy czas. Ja odbyłam maraton prasowania (3 godziny) po przed- i poświątecznych praniach. A żeby półka z rzeczami do prasowania nie była pusta wyprałam 4 kolejne pralki.
----------------------------------
Jutro do pracy i znowu dzień wolnego :-)
-----------------------------------------
Lista zaległych spraw nie skróciła się przez ten okres świąteczno-noworoczny. I to mnie martwi. Nie mam też chęci do nadrabiania zaległości wieczorami, po powrocie z pracy. Ale jakoś musze je ogarnąć, żeby w nowy sezon roboczy wejść z zamkniętymi tematami z 2014. Tylko nie wiem, jak mam się zmotywować?
Po wizycie u I. stwierdziłam, że straciłam równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Niby w weekendy nie pracuję wcześniej niż w niedzielę wieczorem, ale jakoś sprawy zawodowe siedzą w mojej głowie cały czas i nie umiem tego wyłączyć. Pewnie stąd też poczucie dużego nagromadzenia spraw i wrażenie przywalenia zadaniami "TO DO".
Czy jestem w stanie nad tym zapanować? Nie wiem. Ale tego właśnie -poza zdrowiem - życzę sobie na Nowy Rok:
* dystansu do tego co robię zawodowo,
** właściwych proporcji
*** aby koło życia było okrągłe, a nie kanciaste.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
film OJCIEC
W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...
-
W sobotę, 3 stycznia, na TVP Kultura pokazywali film OJCIEC z Anthonym Hopkinsem. Już kiedyś widziałam ten film, ale tym razem obejrzałam ...
-
Wróciłam z 2-dniowej delegacji do Sandomierza. Łącznie ponad 7 godzin za kierownicą. Ojca Mateusza nie spotkałam, ale też nie było czasu n...
-
Zaczynam challenge: przez najbliższe 108 dni codziennie będę robić 1 wpis. W piątek zaczęliśmy remont salonu - pewnie przez następne 2-3...